niedziela, 26 czerwca 2016

Tarnica

Po kilku latach znów udało mi się zawitać w Bieszczady na kilka dni. Jako naszą bazę wypadową wybraliśmy Ustrzyki Górne. Planowaliśmy mieszkać w czymś co nazywa się "Kwatery prywatne u Joli" (Ustrzyki Górne 17/1), ale mimo tego, że w czwartek umawiałem się z właścicielką, że w poniedziałek rano przyjedźmy miedzy 9 a 10, chcemy tylko zostawić auto i iść w góry, okazało się, że nikogo na miejscu nie ma, a na próby kontaktu przez telefon (dysponowałem jedynie numerem stacjonarnym) nikt nie odpowiadał. Przy tak dość ciekawym podejściu do klienta zdecydowaliśmy się poszukać noclegi gdzie indziej i wylądowaliśmy ostatecznie na plebani miejscowego kościoła. Co prawda cenna była atrakcyjna, ale warunki średnie.

No, ale dobra wracajmy do gór. Na pierwszy ognień poszła Tarnica, najwyższy szczyt polskich Bieszczad (1346m n.p.m). Z Ustrzyk podjechaliśmy busem do Wołosate (5zł/osoba) i po uiszczeniu opłat parkowych idziemy czerwonym szlakiem na Przełęcz Bukowską. Szlak rozpisywany na prawie dwie i pół godziny, prowadzący głównie przez las zajął nam niespełna 2h i po krótkim postoju przy wiacie ruszamy dalej by wkroczyć na połoniny. 


Niestety nie kończymy nawet robić zdjęć, gdy z nieba spadają na nas pierwsze krople deszczu.Wracamy pospiesznie do wiaty i czekamy aż przestanie padać. A gdy deszcz wreszcie ustaje wracamy na szlak i przez ozdobiony pojedynczymi skałkami Rozsypaniec mkniemy w stronę Halicza.


Niestety dobrą pogodą nie cieszymy się zbyt długo. Po około 30 min dopada nas znów ulewa, połączona z porywistym wiatrem. Idę jak najszybciej się da i marzę tylko by nie przemoczyć butów, bo nie woziłem zapasowych, a cały wyjazd w przemoczonych to wątpliwa przyjemność. Po chwili mój wcześniejszy problem jest już nieważny - zauważam, że mój prawy but się rozkleił przy szpicu i zaczynam się zastanawiać czy się całkiem nie rozleci. W rozpadającym się bucie, atakowani przez deszcz i wiatr stajemy na Haliczu. Podmuchy są na tyle silne, że ciężko utrzymać pion, więc szybko ruszamy dalej, by znaleźć ochronę za grzbietem. Na szczęście po chwili deszcz ustaje a wiatr słabnie i możemy iść dalej już w bardziej sprzyjających warunkach. 




Bez żadnych przygód dochodzimy do Przełęczy Goprowskiej, gdzie w okolicach wiaty robimy sobie chwilę przerwy, by zebrać siły na podejście schodami na Przełęcz pod Tarnicą. Nie przepadam za schodami w górach i ten krótki odcinek meczy mnie niemiłosiernie. Po 4h 45 min od opuszczenia Ustrzyk stajemy na szczycie Tarnicy. Widoki są naprawdę piękne, a nieliczni turyści na szczycie pozwalają się nimi w pełni cieszyć. 


W drodze powrotnej na przełęcz mijamy grupę szkolną, więc mieliśmy świetne wyczucie czasu. Idziemy teraz w stronę Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch. Szlak jest przyjemny i powoli tracimy wysokość. 



Pętlę zamykamy po około 7h od momentu startu, po drodze na asfalcie spotykając malutką żmiję. Teraz jeszcze kolacja, prysznic i można cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem po długim i intensywnym dniu. Nasza trasa i kilka dodatkowych zdjęć tu.

 

1 komentarz: