środa, 30 stycznia 2013

Trasa narciarska wokół Mogielicy

Dziś relacja trochę inna, bo nie mojego autorstwa, lecz napisana przez Miśka, który razem ze mną w ostatnią sobotę pojechał pobiegać na nartach koło Mogielicy. Zatem zapraszam do lektury:
 
Pierwszy raz w tym sezonie zimowym zdecydowaliśmy się na wypad na biegówki. Zaproponowałem Qho trasę, którą ostatnio przyuważyłem, schodząc szlakiem z Mogielicy. Nie wiedziałem o niej nic, więc poszperałem trochę w necie i udało mi się znaleźć opis tej trasy, sporządzony przez jej autora, jak się później okazało niezbyt precyzyjny. Opis zawierał kilka informacji na temat trasy, między innymi że jest łatwa i przyjemna oraz proponował najlepszy punkt startowy, tj. z parkingu w Zalesiu na os. Wyrębiska. Zachęceni opisem i załączoną dokumentacją fotograficzną zdecydowaliśmy się podjąć wyzwanie. Plan zakładał „zrobienie” ok. 23 kilometrowej pętli wyznaczonej trasy narciarskiej i powrocie ścieżką na parking na os. Wyrębiska. (trasa ma około 23 km, a żeby dopiąć pętle musimy przejść jeszcze ok 2km -Qho). 


Wyruszamy z Krakowa o 7.30 i po drodze w Dobrej wstępujemy jeszcze do wypożyczalni po biegówki dla mnie. Cenowo bez rewelacji, zapłaciłem 45 zł za komplet na cały dzień, ale za to sprzęt był dobrej jakości, buty bardzo wygodne i ciepłe (było dosyć zimno, ok. – 7 stopni). Qho za to zaoszczędził, bo miał swoje niezłomne skitoury.

Na parking na os. Wyrębiska prowadzi nas długa droga i niestety jest stan pozostawia wiele do życzenia. Jest bardzo słabo odśnieżona, co powoduje, że musimy jechać bardzo ostrożnie, a minięcie się z samochodem jadącym z przeciwka na kilku długich odcinkach drogi jest wręcz niemożliwe. 

Około 9.30 jesteśmy wreszcie na miejscu. Parking świeci pustkami, wygląda na to, że będziemy dziś jedynymi narciarzami. Pora zakładać narty! 

żródło: www.gminadobra.pl

No to do biegu! Musimy pokonać jeszcze kilkadziesiąt metrów do miejsca, w którym swój początek będzie mieć nasza trasa. Dochodzimy najpierw do krzyża partyzanckiego postawionego na upamiętnienie mszy partyzanckich, odprawianych podczas II wojny światowej i kierujemy się na lewo.



W punkcie startowym znajduje się nas szlaban, który zagradza wejście na trasę, ale obchodzimy go bez problemu i ruszamy w jak się później okażę dłuuuugą i wyczerpującą drogę. (Mi się wydaje, że szlaban jest przed krzyżem -Qho)


Trasa zaczyna się na południowym zboczu Mogielicy i po kilku krótkich łagodnych zjazdach zamienia się w podbieg, utrzymujący się przez ok. 4 km, chwilami bardziej lub mniej intensywny. Nie narzekamy zwłaszcza, że na tym odcinku trasa prowadzi po stoku, więc mamy możliwość podziwiania ładnych widoków.

 
Gdy robimy sobie przerwę na posiłek mijają nas pierwsi narciarze. Próżno więc myśleliśmy, że będziemy sami na trasie. Po ok. dwóch godzinach biegu mijamy drogowskaz kierujący na szczyt Mogielnicy, ale my decydujemy się nie zbaczać z trasy i kierujemy się w stronę przełęczy Przysłopek. Prowadzi do niej jednak bardzo stromy i wąski zjazd, przez co mamy spore kłopoty z jego pokonaniem. Na polanie znajduje drogowskaz i ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że pokonaliśmy dopiero 5 km. Wkrada się w nas niepewność czy, aby na pewno zdążymy pokonać całą trasę, ale nie poddajemy się i ruszamy dalej kierując się na prawo. Co rusz spotykamy biegnących z przeciwka narciarzy.  



Trasa przebiega teraz po zachodnim zboczu Mogielicy, gdzie po krótkim podbiegu czeka na nas kolejny zjazd, tym razem dłuższy (ok. 4 km) i o wiele bardziej przystępny, po którym dochodzimy do kolejnego skrzyżowania, gdzie w lewo prowadzi droga na parking w Półrzeczkach, my natomiast skręcamy w prawo w kierunku Słopnic rozpoczynając długie podejście w kierunku wschodnim, gdzie u szczycie wzniesienia rozpościera się widok na wieżę znajdującą się na szczycie Mogielicy. 


Dalej kierujemy się na północ i mijamy polanę Cyryla i charakterystyczny dla niej skład drzewa ułożonego wzdłuż trasy. Następnie trasa przebiega wzdłuż północnego zbocza Mogielnicy, którym dochodzimy do kolejnego zjazdu, tym razem na Chyszówki prowadzącego na przełęcz Rydza Śmigłego. Przez kolejne kilometry człapiemy (inaczej tego nazwać nie można) niemal non stop pod górę wypatrując tylko jakiegoś zjazdu. Międzyczasie mija nas skuter śnieżny, który tworzy ślady dla narciarzy. Wreszcie udaje nam się doczekać upragnionego zjazdu, długiego i krętego, ale na szczęście szerokiego i o średnim pochyleniu, choć nie obyło się bez upadków. 

Po ok. 23 km, zmęczeni kończymy morderczą trasę i dochodzimy do skrzyżowania, gdzie w lewo prowadzi droga do Słopnic, a w prawo na parking Wyrębiska. Ku naszemu niemiłemu zaskoczeniu droga na parking okazała się droga przez mękę. Bardzo strome podejście zmusiło nas do ściągnięcia nart i wspinania się pieszo. Po około godzinie i w sumie ok. 7 godzinach zakończyliśmy naszą wyprawę. (Ostatnie dwa kilometry, łączące trasę z parkingiem szliśmy ponad 90 min -Qho). 

To tyle Miś, ja na koniec dorzucę swoje trzy grosze. Wiedziałem, że trasa będzie długa, a biorąc pod uwagę nasze średnie umiejętności w narciarstwie biegowym liczyłem na nią koło 6h i udało by się nam osiągnąć ten czas, gdyby nie ostatni fragment trasy, który nas po prostu zniszczył. Większość drogi prowadzi niestety w lesie i składa się z długich podbiegów, przeplatanych czasem stromymi zjazdami. 

PS
Mile zaskoczył mnie gest właściciela wypożyczalni w Dobrej, który przy oddawaniu nart zaprosił nas na herbatę i chciał poczęstować gorącą zupą. 



2 komentarze: