sobota, 31 marca 2018

Mioduszyna

Od kilku lat sporadycznie czytam magazyn n.p.m, przez ten czas zebrała mi się spora kolekcja numerów, która zalegała w szafce. Stwierdziłem, że najwyższy czas na porządki, przejrzałem wszystko jeszcze raz i znalazłem 12 wycieczek, które mnie interesują. W Wielki Piątek przyszedł czas na pierwszą z nich.

Okolice Wadowic są bliskie mojemu sercu, bo wiążą się z dzieciństwem i wakacjami spędzanymi u Babci.  Po górach co prawda nie chodziłem, ale jeździliśmy na spacery do Suchej Beskidzkiej. Właśnie w tej miejscowości zaczynamy nasz dzisiejszy szlak.



Inspiracją do tego wyjazdu był tekst "Hollywood i mały Wawel" z numeru lipcowego roku 2013. Zgodnie z mapką pod artykułem parkujemy pod zamkiem w Suchej, który nazywany jest małym Wawelem z uwagi na podobieństwo do krakowskiego zamku. Ja osobiście uważam, że od samego budynku dużo ciekawszy jest park. Tym razem nic nie zwiedzamy tylko szybko ruszamy w góry, bo czasu nie mamy za dużo, przekraczamy Skawę i po chwili zagłębiamy się w las. Ostro w górę prowadzi nas szlak niebieski. Ścieżka jest bardzo dobrze oznakowana czego obawiałem się w tak mało uczęszczanym paśmie.


 
Po wyjściu z lasu mijamy kapliczkę, idziemy ulicami osiedla Działy (część Makowa Podhalańskiego), by paręset metrów przed szczytem znów pogrążyć się w lesie. Na Miodusznej (632m) robimy chwilę przerwy na drugie śniadanie, korzystając z stolika i ławek.




Krótki odpoczynek i idziemy dalej szlakiem niebieskim w stronę Makowa. Droga wiedzie granią, jest łagodna, a naszym oczom co chwile ukazują się piękne widoki na Babią Górę.


Dochodzimy do Makowskiej Góry, stoi tu pomnik upamiętniający pacyfikację przez Niemców osiedla Zagórze. W nocy 4 na 5 kwietnia 1944 roku, zabito tu 42 osoby w wieku od 3 miesięcy do 82 lat.


Opuszczamy to smutne miejsce i żegnamy szlak niebieski, który schodzi do Makowa. My podążamy dalej spokojnie granią za znakami czarnymi. Droga jest lekka i spacerowa, miejscami biegnie wśród zabudowań, ale głownie idziemy przez lasy i łąki.




Praktycznie nie zauważalnie mijamy Bryndzówkę (698 m), najwyższy punkt na trasie. Schodząc z niej docieramy do końca szlaku czarnego, dalej granią idą znaki żółte na Koskową Górę. My wybieramy jednak drugą odnogę prowadzącą w stronę Makowa. Podejście tędy byłoby męczące, bo szlak jest stromy, my schodzimy w dół, więc szybko jesteśmy w dolinie. Na przystanku koło osiedla 1000-lecia łapiemy busa do Suchej i tak kończymy naszą dzisiejszą wycieczkę.

Trasa była bardzo fajna, nie męcząca, a za to spokojna i nieuczęszczana. Jedynie auto zamiast pod zamkiem zaparkowałbym już po drugiej stronie mostu na Skawie - unika się w ten sposób chodzenia wzdłuż ruchliwej drogi. Log ze sportstrackera tu.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa tematyka tego bloga. Lubię tego typu stronki. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń