środa, 24 stycznia 2018

Ćwilin

Na pierwszy w tym roku wyjazd w góry szukałem jakiegoś niezbyt długiego szlaku, który dostarczyłby ładnych widoków. Mój wybór padł na Ćwilin, drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego o wysokości 1072 m n.p.m. Piękne widoki miała mi zapewnić jedna z pozostałości dawnych pasterskich tradycji regionu - szczytowa polana Michurowa, z której rozciąga się panorama Beskidu Wyspowego i Gorców, a w pogodny dzień widać Tatry. Górę postanowiłem zdobyć szlakiem niebieskim z przełęczy Gruszowiec. Podejście jest najkrótsze (1h 15 min), ale przez to najbardziej strome i intensywne.

Docieram do przełęczy Gruszowiec, jadąc trasą z Mszany Dolnej do Limanowej, auto zostawiam na parkingu koło "Baru Pod Cyckiem" (cóż za intrygująca nazwa) i powoli ruszam w góry. Początek to około 100 m zejścia poboczem ruchliwej drogi w stronę Limanowej, potem szlak odbija w pola, mija ostatnie zabudowania i ostro pnie się ku górze.


Czym dalej w las odgłosy drogi stają się coraz cichsze, aż w pewnym momencie gdy przystaje, otacza mnie już tylko cisza. 


Nagle za jednym z zakrętów moim oczom ukazuje się leśny grób. W tym miejscu w 2009 roku zmarł Władysław Kowalczyk, działacz PTT i przewodnik górski. 



Dalej szlak robi się jeszcze bardziej stromy i zaczyna padać śnieg. Idę wolno, uważnie stawiając kroki, ponieważ pod cienką warstwą świeżego śniegu czai się lód. Na szczycie staję po około 1h 25 min, niestety widoków brak, wszystko przykrywają gęste chmury. Górscy bogowie kolejny raz okazali się dla mnie niezbyt łaskawi. 





Na jednej z ławek pod szczytem jem drugie śniadanie i zaczynam schodzić tym samym szlakiem, którym podchodziłem. Droga w dół jest znacznie bardziej przyjemna i po około 40 min jestem w samochodzie. 

Ćwilin z przełęczy Gruszowiec jest wycieczką krótką acz intensywną, w sam raz na oderwanie się na chwilę od codziennych spraw, gdy czas lub warunki nie pozwalają na dłuższy wypad. 


1 komentarz: