niedziela, 2 września 2012

Dei Finanzieri

Stare chińskie przysłowie mówi: "Co się odwlecze to nie uciecze" i tak właśnie było z ferratą Dei Finanzieri. W zeszłym roku z powodu deszczu musieliśmy z niej zrezygnować i wracać do domu dzień wcześniej, w tym co prawda w nocy padało, ale stwierdziliśmy, że idziemy na ferratę. Od naszego kempingu w Canazei do parkingu przy dolnej stacji kolejki na Ciampac jest niecałe 2km, nawet nasz GPS nie zdąża  się uruchomić, a już jesteśmy na miejscu. Od tego miejsca mamy dwie opcje, pierwsza to prawie 2 godzinne podejście, druga to wyjazd kolejką. My decydujemy się pójść na łatwiznę i po kilku minutach ubożsi o 12 euro (bilet w dwie strony) jesteśmy na górze.

Widok na Ciampac.
Dalej ruszamy w dół w stronę małego jeziorka, a później zakosami do podnóża ferraty, gdzie dochodzimy po ok. 30 min. Początkowy odcinek to głównie połogie płyty, które ubezpieczone są pojedynczą liną. Idziemy nimi sprawnie i szybko mimo tego, że miejscami jest ślisko (nocny deszcz) i leżą drobne, luźne kamienie.

 
 


Przy początku drabin (klamer) trafiamy na zator, ludzie przed nami pokonują drogę bardzo wolno i ewidentnie nie radzą sobie w jednym miejscu - przejściu z jednej drabiny na drugą. Jest to dość nieprzyjemny fragment, bo drabinki są lekko przewieszone (naprawdę lekko). To miejsce jest kluczowe na całej ferracie. Dalej idziemy już bezproblemowo, ale niestety wolno z powodu tłumów przed nami,. Za to widoki rekompensują nam wszelkie niedogodności. Ferratę kończymy po ok.2h od chwili startu.

Dwie części panoramy ze szczytu Colac
Na wierzchołku Colac robimy jedynie krótki postój, bo niestety czas nas goni. W planach na ten dzień mamy jeszcze przejazd do Lienzu i znalezienie kempingu. Droga zejściowa jest początkowo ubezpieczona, a później przeradza się w zwykłą ścieżkę. Schodząc należy uważać na znaki, bo można się pomylić i potem trzeba nadłożyć trochę drogi schodząc na przełaj, jak turysta idący przed nami. Przy górnej stacji kolejki jesteśmy dokładnie po 4h 4min od wyjścia. Teraz jeszcze jazda w dół i przejazd do Austrii. 




Ogólnie to ta via ferrata nie jest trudna. Spotkaliśmy nawet na niej trochę dzieci i mimo że jest mocno uczęszczana  mogę polecić ją każdemu kto chce rozpocząć przygodę z drogami tego typu lub na dzień odpoczynku dla bardziej zaawansowanych. Tak jak już wcześniej pisałem cudowne widoki wprost zapierają dech - dla nas tak na pożegnanie z Dolomitami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz