środa, 10 sierpnia 2011

Brigata Tridentina

Po deszczowej nocy budzi nas zimny ale pogodny poranek. Jemy szybkie śniadanie, pakujemy plecaki i wyruszamy autem w stronę Passo Gardena. Cel na pierwszy dzień naszego wyjazdu to Brigata Tridentina, z opisów wynika, że jest to via ferrata dosyć prosta ale z pięknymi widokami. Podobno największym minusem jest jej ogromna popularność.

Parkujemy naszego rumaka na parkingu za przełęczą  Gardena i ruszamy dobrze oznakowanym szlakiem w stronę początku ferraty. Po kilkuminutowym spacerze docieramy do celu. Rzut oka w górę i radość -tłumów nie widać. Jedyni ludzie w zasięgu wzroku to para Niemców, która ubiera się w sprzęt obok nas. Wyciągamy szpeje i przeprowadzamy Jendrasowi krotki kurs posługiwania się lonżą –to będzie jego pierwsza ferrata w życiu.


Początek nie jest specjalnie trudny, ale skały są mokra a przez to śliska. Ferrata składa się z dwóch odcinków przedzielonych dużym progiem skalnym. Na pierwszych metrach tempo nie jest zabójcze bo Jendrasowi brakuje wprawy,  ale już ostanie metry przed progiem pokonuje szybko.

Druga część ferraty jest bardziej zatłoczona, pierwszy zator tworzy włoska rodzina –rodzice i dwoje dzieci w wieku ok. 10 -12 lat. Na szczęście, szybko nas przepuszczają. Idziemy dobrym tempie, jest stromo, ale trudności są przeciętne. Wokoło przepiękne widoki, harmonię zakłócają jedynie odgłosy  niosące się od drogi –niestety towarzyszą nam na całej ferracie ale tłumione są po części przez szum wodospadu.


Szybko docieramy do kolejnego zatoru -dwóch Włoszek, które poruszają się bardzo wolno i ostrożnie. Gdy wreszcie udaje się nam je wyprzedzić, okazuje się że to już prawie koniec ferraty –wiszący mostek. Kawałek dalej robimy sobie przerwę, zjadamy  śniadanie i zdejmujemy sprzęt.



Ruszamy dalej, szlak doprowadza nas w ok. 20 min do schronisk Pisciadu. Jest dosyć chłodno i nieprzyjemnie więc od razu decydujemy, się ruszyć w dół.  Droga początkowo jest zwykłą ścieżką, później opada ostro w dół. Szlak jest ubezpieczony stalowymi linami, ale nie widzimy sensu się do nich przypinać, za to traktujemy je tak jak łańcuchy w Tatrach. Szybko tracimy wysokość i za chwile jesteśmy na parkingu (albo przynajmniej tak nam się wydaje bo nikt nie popatrzył na zegarek przed rozpoczęciem schodzenie :) ale ogólnie zejście było dosyć długie ).
 

Podsumowując –via ferrata Brigata Tridentina jest bardzo syta. Na pewno nie można uznać ją za tak prostą jak niektórzy to opisują. W kilku miejscach pojawiały się trudności –co prawda umiarkowane ale zawsze. W każdym razie jest to droga warta uwagi. Polecam ja osobą, odpornym na ekspozycję i mającym podstawowe „obycie” ferrytowe.

PS.
Via ferrata nie była tak zatłoczona jak się tego spodziewaliśmy, oprócz wspominanych dwóch zatorów widzieliśmy, jeszcze koło 10 osób. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz