poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Słowacka ferrata HZS Martinské hole

Od kiedy usłyszałem, że na Słowacji jest farrata wiedziałem, że muszę się na nią wybrać. HZS Martinské hole, bo o niej mowa, była budowana w dwóch etapach - w 2013 powstał odcinek górny stricte ferratowy, a w 2014 zmodernizowano szlak dojścia. 

184 km które dzielą nasz dom od punktu startu w miejscowości Martin na Słowacji, pokonujemy w czasie 3,5h stojąc jedynie w korku do świateł w Skomielnej Białej. Parkujemy rumuńską bestię na darmowym parkingu przy końcowym przystanku lokalnego autobusu (linie 40, 41 i 42) i ruszamy za czerwonymi znakami ku przygodzie.  


Podejście nie jest strome, idziemy zalesionym wąwozem, co chwilę przekraczając potok dzięki drewnianym mostkom. W pewnym momencie trafiamy na pozostałości kopalni - stare maszyny, wagonik, resztki torów. Niestety wejście jest zawalone, więc nie da się jej zwiedzić.




Dalej trafiamy na niezalesiony odcinek, który nie jest długi, ale w ostrym słońcu jego przejście jest bardzo męczące. Jesteśmy znów szczęśliwi, gdy wchodzimy do lasu. Powoli zaczynamy się irytować, bo idziemy i idziemy, a ferrata miała być gdzieś niedaleko, zagaduję nawet mijanych Słowaków czy to dobry szlak, ale okazuje się, że wszystko jest ok i zmierzamy we właściwym kierunku. Wreszcie, gdy zaczynamy tracić już nadzieję, naszym oczom ukazują się pierwsze poręczówki. 


Wskakujemy w lonże i udzielam reszcie ekipy krótkiego kursu poruszania się po ferracie. W tym czasie mija nas tubylec w niskich butach niosący w ręce półtora-litrówkę mineralnej. Jego widok utwierdza nas tylko w decyzji, by kaski pozostały w plecaku. Gdy wszyscy wiedzą już co i jak ruszamy szybko w górę, pierwsze przepięcia zajmują trochę czasu, ale potem idzie już gładko. 




Liny poprowadzone są nisko w dość prostym terenie, więc właściwie używanie lonży nie jest konieczne, zresztą ten odcinek wyceniany jest na B*, a brak ekspozycji powoduje, że jest to fajne miejsce na wakacyjną przygodę dla dzieci. Trudności są porównywalne z tymi, jakie ostatnio spotkaliśmy w Słowackim Raju, a obecność ferrytowych lin w połączeniu z prawidłowym posługiwaniem się lonżą, daje większe bezpieczeństwo. Odcinek ten pokonujemy szybko dochodząc wreszcie do rozstaju - na lewo ferrata o trudności B na prawo to na co czekaliśmy, czyli C.



Zaraz za początkiem trudniejszego odcinka są dwie niewielkie jaskinie, gdy je oglądamy do rozwidlenia dochodzi dwójka Słowaków bez żadnego sprzętu, ale decydują się na wariant łatwiejszy. Gdy już jesteśmy trochę wyżej widzimy kolejną grupę również bez żadnego szpeju - oni również idą na lewo. Sama ferrata poprowadzona jest tu dość stromo, blisko niewielkich acz malowniczych wodospadów, w niektórych miejscach idziemy po mokrej skale. Trudniejsze miejsca są dwa i to krótkie. Gdy stajemy na końcu ferraty czujemy pewien niedosyt, ale nie mamy czasu się nad tym zastanawiać, ponieważ zaczyna grzmieć. Szybko pakujemy lonże do plecaków i ruszamy do schroniska na Martińskich Holach. Po drodze robimy jeszcze zdjęcie pomnikowi upamiętniającemu walki toczone w tym regionie podczas II Wojny Światowej. 


Schronisko  i jego otoczenie nas trochę rozczarowuje - prowadzi tu asfaltowa droga i nie jest to miejsce o górskim klimacie, ale raczej coś jak Gubałówka tylko w mniejszej skali. Nie przeszkadza nam to w skonsumowaniu czosnkowej polewki (naprawdę mocno czosnkowa) i kufla kofoli. Po zjedzeniu i przeczekaniu, żeby burza przeszła bokiem, pozostaje nam tylko zejście żółtym szlakiem do samochodu. Szlak ten prowadzi początkowo asfaltem, a później szeroką leśną drogą i jest strasznie nudny. Częste, długie zakręty poprowadzone tak, by ułatwić podjazd rowerzystom wydłużają znacznie zejście (w wielu miejscach wydeptane są dzikie skróty przez las). Około 18 jesteśmy z powrotem na parkingu, zmęczeni ale szczęśliwi. 

Ferrata HZS Martinské hole nie jest ferratą trudną, jak dla mnie wycena C jest trochę zawyżona. Droga ta jest za to niezłym miejscem, gdzie można poćwiczyć i nabrać obycia ze sprzętem przed wyjazdem na poważniejsze żelazne drogi. Decydując się na trudniejszy wariant warto mieć ze sobą lonże, ale kaski w zasadzie nie są potrzebne. Nam wyjazd się podobał, uniknęliśmy tłumów turystów, część ekipy spróbowała czegoś nowego i co najważniejsze wyrwaliśmy się z miasta. Przy planowaniu trasy korzystałem z mapki zamieszczonej TU, a na koniec jak zwykle log ze sports trackera. 

*Ferraty zwykle wyceniane są w sześciostopniowej skali, gdzie A oznacza drogę łatwą, a F bardzo trudną.


5 komentarzy:

  1. Czyli widzę, że ferrata jak te czeskie, dobra na sprawdzenie się jak to jest na ferracie, ale jednak trochę rozczarowuje. Jednak chyba nie jest to bardzo krótka droga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zdecydowanie nie jest to jakaś bardzo emocjonująca ferrata, w Austrii w podobnym wąwozie porobili by sporo sztucznych udziwnień np. mostki wiszące różnego typu i poprowadzili by liny tak, że co chwilę przechodziło by się z jednej strony wąwozu na drugą. Dla mnie jest bliżej niż czeskie dla tego się tam wybraliśmy :). A co do czasu samej ferraty, nie zobaczyłem niestety na zegarek, ale wychodzi gdzieś 1,5-2h dla początkujących więc długa specjalnie też nie jest.

      Usuń
  2. To zdjęcie z drewnianą kładką to mi Słowacki Raj przypomina. Ferratka dla albo początkujących albo dla tych co mają już ostry głód żelaznych dróg :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz za tą kładką rozpoczynają się pierwsze poręczówki :P Ale masz racje jak ktoś pochodził trochę po ferratach, poczuje tam niedosyt. No, ale na pierwszą ferrate w życiu jak znalazł.

      Usuń
  3. Fajne miejsce na pierwszy kontakt z ferratą :)

    OdpowiedzUsuń