piątek, 30 listopada 2012

Pilsko

Jako, że mamy chyba ostatnie podrygi jesieni postanowiłem tak na zakończenie sezonu wybrać się na Pilsko. Jest to najwyższy po Babiej Górze szczyt Beskidu Żywieckiego, co samo w sobie czyni go ciekawym, a dodatkowo wiele słyszałem o pięknych widokach z wierzchołka.


Wyjechaliśmy z Krakowa o 7 i po mniej niż dwóch godzinach spokojnej jazdy dotarliśmy do Korbielowa. Niestety nie wiedzieliśmy, gdzie zaczyna się szlak, sklepikarka zaleciła nam podjechać pod wyciąg i podchodzić nartostradą. Miałem złe przeczucia, ale posłuchaliśmy rady, zaparkowaliśmy na polanie Strugi i zaczęliśmy podchodzić. Na Halę Miziową dotarliśmy po godzinie i piętnastu minutach, ale dawno podejście nie dało mi tak w kość - było bardzo stromo, błotniście i do tego podmuchy lodowatego wiatru utrudniały marsz.

Widok z bufetu w schronisku na hali Miziowej.
Po dłuższej przerwie w schronisku, połączonej ze śniadaniem (kwaśnica i żurek bardzo dobre) ruszyliśmy dalej. Mimo, że góra broniła się jak mogła przy pomocy zimnego porywistego wiatru po ok 45 min byliśmy na szczycie, który leży po słowackiej stronie granicy. Widoki rzeczywiście były piękne, ale nie zdecydowaliśmy się na dłuższy postój, bo chciało nas zwiać. Do samochodu schodziliśmy około godziny.



Cała wycieczka choć forsowna i utrudniona przez wiatr, była bardzo przyjemnym akcentem na zakończenie urlopu i owocnego sezonu.

wtorek, 27 listopada 2012

Barranco de Masca

Ehh czas powrócić do życia po spóźnionych tegorocznych wakacjach, które były jednocześnie podrożą poślubną. Ten czas poświęciłem przede wszystkim na leniuchowanie i nabieranie masy -niekoniecznie mięśniowej:) Mimo to miałem plan, żeby trochę (nie za dużo) po górach pochodzić. Jako, że na Teneryfie znajduje się wulkan Teide, który jest najwyższym szczytem Hiszpanii, liczyłem że uda mi się pobić rekord wysokości. Niestety brzydka pogoda w dzień na który mieliśmy zezwolenie na wejście zniechęciła nas do tego pomysłu, ale wykonaliśmy plan B i udaliśmy się do wąwozu Masca (Barranco de Masca).



czwartek, 15 listopada 2012

Ucieczka na szczyt - Bernadette McDonald


Tym razem post będzie nie o górach ale o książce. Książce, która niezmiernie mnie zaciekawiła, jest to "Ucieczka na szczyt" napisana przez Bernadette McDonald. Pozycja ta opisuje złotą erę polskiego himalaizmu lat siedemdziesiąty i osiemdziesiątych, widzianą oczami postronnego obserwatora i adresowana jest do ludzi którzy nie żyli w szarej rzeczywistości PRL-u. Autorka tłumaczy mechanizmy które wykorzystywali dla osiągnięcia swoich celów bohaterowie, jak również rysuje tło historyczne kształtujące ich modele zachowań


Ja jako, że urodziłem się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych czytałem tą książkę jak powieść historyczną, która niezmiernie mnie zainteresowała. Za to ciekaw byłem reakcji Ojca, który do lektury startował z całkowicie odmiennej pozycji -żył w tamtych realiach, wszystkie te wydarzenia działy się na jego oczach, znał niektórych bohaterów z Klubu Wysokogórskiego, pracował w tamtym czasie na wysokościach. Nie mniej jednak jemu również spodobała się ta pozycja, dla tego mogę ją z czystym sercem polecić zarówno tym starszym jak i młodszym pasjonatom gór.