poniedziałek, 29 października 2012

Ferraty szwajcarskie.

Jakiś czas temu dość przypadkowo natrafiłem na filmik o via ferracie Rostock na Eigerze, później zacząłem szukać innych ferrat w Szwajcarii i kilka mnie zaciekawiło. Jednak przez dłuższy czas nie udało mi się znaleźć żadnych anglojęzycznych opisów tych dróg (o polskich nawet nie wspominam), wszystkie informacje był po niemiecku, a nie jest to mój ulubiony język. Dopiero niedawno udało mi się trafić na stronę MySwitzerlan.com na której, (niestety tylko w wersji międzynarodowej) znajdziemy  opisy wielu atrakcji Szwajcarii w tym również via ferryty.

Tu jedna z perełek, która strasznie mi się spodobała:


A tu link z opisem drogi na polecanej stronie: http://www.myswitzerland.com/en/


sobota, 27 października 2012

Bieganie.

Nie jestem jakimś ekspertem od biegania, powiem nawet więcej nie lubię biegać, dłuższe bieganie po prostu mnie nudzi. Niemniej jednak siedząca zmianowa praca wprowadziła deficyt aktywności fizycznej w moim życiu -przez rożne godziny pracy sport drużynowy odpada (oczywiście regularnie). Z tego powodu zwróciłem się w stronę najprostszej formy wysiłku czyli bieganiu, (nawet jak jestem w domu na 22 mogę bez przeszkód iść pobiegać).

Gdy zaczynałem w marcu, miałem spory problem z bólem łydek i kolan. Ból był na tyle silny, że uniemożliwiał dalszy bieg po około 5min. Skonsultowałem się w tej sprawie z kolegą, który biegał w klubie przez kilka lat. Poradził mi żebym zaczął od marszobiegu, na początek minuta biegu i minuta marszu i tak przez 30 min, a potem stopniowo wydłużał czas biegu aż dojdę do 15, następnie już tylko kroczek do zrezygnowania z przerwy pomiędzy seriami i możemy biec pełne 30min. Taki trening pomógł mi przyzwyczaić organizm do wysiłku co pozwoliło uniknąć bólu. Teraz też stosuje ten plan, wracając do biegania po skręceniu nogi.

PS.
Kolega poradził mi również, żebym starał się biegać po miękkiej nawierzchni.

czwartek, 11 października 2012

Maciejowa -od tyłu.

 Przez ostatnie dni rekonwalescencji nie mogłem już wysiedzieć w domu, ale musiałem oszczędzac nogę na weselny pierwszy taniec. Teraz jestem już po więc cały czas zastawiałem jak się wyrwać z Krakowa przynajmniej na chwilę. Jako, że noga jeszcze boli przy wysiłku znajoma doradziła mi wyjść na Maciejową od "tyłu", a nie najpopularniejszym czerwonym szlakiem z Rabki. Do mojego pomysłu przyłączył się Słoń  i we dwóch rano (nie tak całkiem bo o 9) autem  wyjeżdżamy do Rabki,  a tam po 40 min oczekiwania przesiadamy się na busa do Olszówki. Z pętli idziemy stromą drogą asfaltową, wzdłuż żółtych znaków.

wtorek, 9 października 2012

Ślub, ślub i po ślubie.

Ostanie kilka tygodni pewne wydarzenie bardziej zaprzątało mój umysł niż działalność górska był to ślub, ale nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego jakby to nie był mój własny ślub:) Na szczęście jestem już po i mam nadzieję, że ta decyzja nie wpłynie negatywnie na moją pasję.