wtorek, 18 października 2011

Velky Rozsutec

Kolega z pracy na początku zeszłego tygodnia stwierdził, że dowiedział się o fajnej górze i chciał by szybko się na nią wybrać, zakupił nawet mapę tego rejonu (Małej Fatry). Po sprawdzeniu prognoz pogody wyszło, że pierwszy ładny dzień wypada w poniedziałek. Szybkie pytanie:, "bierzemy urlop na żądanie?", na które odpowiedziałem z niewinnym uśmiechem: "ja mam wolne wtedy". Tak zdecydowaliśmy się ruszyć na Velky Rozsutec (właściwie to nie tak wielki, bo tylko 1607m n.p.m, ale różnica wysokości miedzy punktem startu a wierzchołkiem wynosi prawie 1000m).

Velky Rozsutec
Ruszamy o 5:30 z Krakowa, przez Chyżne do Stefanova (Terchová-Štefanová). Na miejscu meldujemy się o 8:10 (parking jest płatny 2 euro, ale nie było nikogo) i po kolejnych 10 min ruszmy żółtym szlakiem na sedlo Vrchpodzial. Szlak prowadzi przez las i nie jest wymagający. Szybko dochodzimy do przełęczy, a po chwili schodzimy do szlaku niebieskiego.

Niebieskie znaki prowadzą nas głębokim wąwozem, naszym zdziwionym oczom ukazują się pierwsze atrakcje -drabinki i kładki. Jest pięknie, trochę jak w Słowackim Raju, a trochę jak na Korsyce.




Zachwyceni docieramy do sedla Medzirozutec, skąd mamy piękny widok na Maly Rozsutec, niestety jego większy brat kryje się jeszcze za drzewami.

Panorama z sedla Medzirozute
 Idziemy dalej czerwonym szlakiem przez las, ścieżka jest zaśnieżona i śliska, ale szybko udaje nam się stanąć na szczycie. Widoki są piękne -otacza nas morze gór, a w oddali widać ośnieżone szyty Tatr i Babiej Góry.



Po dłuższym postoju zaczynamy schodzić na sedlo Medziholie -szlak miejscami jest stromy, w kilku miejscach są drabinki (właściwie tylko utrudniają schodzenie, bo leżą prawie na płasko). Z przełęczy mieliśmy iść na Stoha, ale zaczyna nas już gonić czas i decydujemy się na obejście wierzchołka szlakiem żółtym. 

Zejście do sedla Medziholie
Dochodzimy do Stohowego sedla i  stamtąd granią do Polunovyego Grunia. Teraz przed nami zejście żółtym szlakiem do Chaty na Gruni. Zejście jest okropne –schodzimy mocno nachyloną łąką częściowo pokrytą śniegiem a częściowo błotnistą. Błoto lepi się do podeszw i każdy krok wymaga niezwykłej uwagi.

Po ok. godzinie dochodzimy do schroniska na Gruni, skąd niebieskiemu szlakiem przez las wracamy do parkingu w Stefanowej.  Przy samochodzie meldujemy się po dokładnie 10 h, (tempo mieliśmy wolne).

Ostatni rzut oka na Velky Rozsutec

Po dniu w Małej Fatrze wiem jedno -jeszcze kiedyś tam wrócę, a na sam Velky Rozsutec przyjadę ponownie już na wiosnę.

3 komentarze:

  1. Wow, ten post jest załącznikiem w Wikipedii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to zauważyłem, chociaż do dziś nie wiem jak to się stało.

      Usuń
  2. Zejście do chaty na Gruni to masakra dla kolan :| Zimą tam jest czarny szlak narciarski.

    OdpowiedzUsuń