poniedziałek, 25 grudnia 2017

Racje żywnosciowe wojska Litewskiego - MRE

Kolejny raz na mój warsztat, a raczej stół trafiły racje MRE. Tym razem udało mi się znaleźć na aukcji to, co Litewskie Siły Zbrojne przygotowały dla swych dzielnych wojów. W porównaniu do innych testowanych już przeze mnie posiłków tego typu, cena 40 złotych jest wyższa od tej jaką należy dać za MRE US Army (te chodzą po 30-35zł, nawet 23 zł przy krótkim terminie ważności), ale niższa od racji francuskich (50 zł). Brytyjskie wyłączone są z konkursu, ponieważ nigdzie ich aktualnie nie widzę w polskim internecie. 


Sprzedawca, od którego kupowałem te rarytasy, nie potrafił powiedzieć, co zawiera który zestaw, więc zdałem się na łut szczęścia, prosząc jedynie, żeby w miarę możliwości jedzonko nie było wegetariańskie. W ten oto sposób zostałem szczęśliwym posiadaczem zestawu NR 2 o nazwie Troskinta Jautiena su Kruopomis Padaze. Nazwa nie mówi mi za wiele, ale po wpisaniu jej w translator została poetycko przetłumaczona jako siekana wołowina z winogronami. 

To tyle słowem trochę przydługiego wstępu, zaczynamy testować. Po otworzeniu opakowania z grubej foli moim oczom ukazała się dość biedna zawartość. Litwa swym żołnierzom przygotowała:

- danie główne,
- podgrzewacz chemiczny,
- kuchenkę na paliwo stałe + trzy pastylki tego paliwa,
- orzeszki laskowe,
- napój w proszku o smaku pomarańczowym,
- kawę,
- cukier,
- miód,
- porcję gorzkiej czekolady,
- suchary,
- łyżkę,
- zapałki,
- mokrą chusteczkę - sztuk jeden.


Zacząłem sobie przygotowywać danie główne, używając podgrzewacza analogicznego do tego, który jest w racjach amerykańskich. Zawszę uważam to za świetną sprawę, bo nie muszę się bawić z kuchenką. Wystarczy łyk wody, 12 min i mamy ciepły posiłek. 

Oczywiście na podłodze leżało tylko na początku, gdy było jeszcze chłodne. Potem musiałem wynieść to przed dom, bo zrobiło się mocno gorące.

W czasie gdy danie główne się podgrzewało, bawiłem się chwilę kuchenką, która wygląda jak na zdjęciu poniżej. Jest lżejsza od tej dodawanej do racji francuskich i również jest jednorazowego użytku.


Chwila zabawy i mój obiad był gotowy. Co prawda jak jest się głodnym 12 min to cała wieczność, ale w wojsku ten czas można zawsze spędzić użytecznie. Gulasz można zjeść bezpośrednio z opakowania w którym był podgrzewany, ja dla lepszego wyeksponowania na zdjęciu przełożyłem go na talerz. Mimo, że danie nie wygląda najlepiej smakowało wybornie i z przyjemnością zjadłbym je jeszcze raz. Posiłek zagryzałem twardymi jak skała sucharami, które jednak były dobre w smaku przez dodatek kminku.


Po wszystkim przyszedł czas na deser, czyli dwa niewielkie kawałki gorzkiej czekolady, popite napojem pomarańczowym (600 ml z torebki) i zagryzione orzeszkami. I o ile czekoladę zjadłem ze smakiem, to napój nie należał do zbyt dobrych.


Przyznaje się, że nie spróbowałem kawy (nie lubię) i miodu (jestem uczulony). Całe litewskie MRE to 1494 kalorie, więc jest trochę bardziej kaloryczne od Amerykańskiego (1250 kalorii). Danie główne jest bardzo smaczne, gorzej wypada niestety reszta dodatków, których jest po prostu mało. Brakowało mi przede wszystkim gumy do żucia i jakiegoś deseru poprawiającego samopoczucie - mus owocowy, słodki batonik.

MRE US-Army nadal pozostanie racjami najczęściej wybieranymi przeze mnie podczas wypadów terenowych bez kuchenki. Jeżeli racje litewskie byłyby w porównywalnej cenie pewnie stanowiłyby dla siebie konkurencje, jednak różnica w cenie jest zbyt duża i nie rekompensowana przez jakość.



1 komentarz: