niedziela, 27 września 2015

Droga Oskara Schustera

Kolejna tegoroczna ferrata to Droga Oskara Schustera, by ją zrobić dojeżdżamy na parking położony 800m poniżej Passo Sella od strony Val Gardena. Tam ku naszemu niemałemu zaskoczeniu płacimy 5 euro za postój - dotychczas wszystkie parkingi z których korzystaliśmy w Dolomitach były darmowe (wyjątek parkin pod Tre Cime). Po zapłaceniu haraczu, kierujemy się do kasy kolejki, która ma dowieść nas do schroniska Demetz. Tam zostawiamy kolejne 13 euro na głowę za możliwość przejazdu w jedną stronę dwuosobową, ciasną trumną, która na dodatek zamykana jest od zewnątrz. 

wtorek, 22 września 2015

Ferrata Del Masare/Majare

Wreszcie przyszedł czas na pierwszą, pełnoprawną ferratę tego roku. Żeby podjąć to wyzwanie udajemy się w dobrze nam już znane miejsce - parking przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego do schroniska Paolina (poniżej Passo di Costalunga w kierunku Carezzy). Byliśmy tam rok temu, by popatrzyć na gęste chmury i uciekać przed deszczem, byliśmy dzień wcześniej, by dowiedzieć się, że obsługa ma siestę, jesteśmy i teraz, zwarci i gotowi, na trasę, która według przewodnika ma zająć nam cztery godziny czterdzieści minut*.

środa, 16 września 2015

Dożynki w Canazei

Tym razem jeszcze nie będzie o ferratach, ale o Dolomickim folklorze. Tak jak wspominałem w poprzednim poście, nocny śnieg pokrzyżował nam plany górskie i chcąc nie chcąc musieliśmy przenieść się z Misuriny do Canazei. Poranny rozruch zabrał nam dłuższą chwilę, w efekcie czego po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy pod dolną stację kolejki, która miała nas zabrać na ferreatę Majare/Masare (dlaczego podwójna nazwa będzie w kolejnym poście), 15 min po rozpoczęciu sjesty. Gdy udaliśmy się w stronę ferraty, która była planem B tego dnia, trafiliśmy na paradę dożynkową w Canazei, która trwała ponad godzinę. Koniec końców zamiast pochodzić po górach, zaczerpnęliśmy trochę lokalnego folkloru. 

piątek, 11 września 2015

Via Ferraty 2015

Tegoroczny wypad na ferraty miał miejsce później niż zwykle, niby tylko kilka tygodni, ale pogoda była już inna niż zwykle. Gdy słońce zachodziło robiło się zimno, poranki były chłodne, a pierwszej nocy spadł śnieg w górach. Śnieg ten chodź nie było go wiele, pokrzyżował nasze plany na bardziej ambitne, dłuższe ferraty i wymusił przeprowadzkę z Misuriny do Canazei. 


To już właściwie tyle pisanego na szybko wstępu. Pod spodem kilka zdjęć na zaostrzenie apetytu i moja obietnica, że szybko napiszę coś więcej.