piątek, 22 maja 2015

Hannah Troll - nasz domek podczas wyjazdów

Różne są prezenty na 50 urodziny, Ojciec na swoją pięćdziesiątka dostał namiot. Było to w 2009, kilka miesięcy przed naszym pierwszym wyjazdem w Dolomity, w okresie kiedy intensywnie kompletowaliśmy sprzęt. Hannah Troll, bo o nim właśnie mowa, jest naszym pierwszym namiotem z prawdziwego zdarzenia. Nasza wersja jest 3-4 osobowa (to znaczy 3 osoby z bagażem lub 4 bez) i waży 4150 g. Nie wiedzieliśmy czy namiotu nie będziemy wykorzystywać podczas pieszych wędrówek, więc szukaliśmy jakiegoś kompromisu cena/waga. 




Konstrukcja

Hannah Troll jest typowym namiotem typu iglo z mikroskopijnym przedsionkiem, w którym właściwie mieszczą się tylko buty. Na bocznych ścianach są otwory służące do wentylacji, które w razie potrzeby można zamknąć. Stawiamy go zaczynając od sypialni, a potem nakładamy tropik, przy pewnej wprawie nie zajmuje to długo. W sypialni wzdłuż boków mamy kieszenie na drobne rzeczy, a przy zwieńczeniu kopuł jest możliwość zamocowania półki z siatki. Niestety można położyć na niej tylko coś bardzo lekkiego. Dużym plusem jest to, że wszystkie odciągi mają czerwony kolor i są przez to łatwo widoczne.


Użytkowanie

Przez okres tych 6 lat w ciągu których posiadamy namiot, przespane było w nim kilkadziesiąt nocy, głownie w górach, ale zdarzyły się też wyjazdy na Mazury. Zawsze namiot rozkładaliśmy bezpośrednio na glebie, oczywiście wcześniej sprawdzając czy nie ma szkła, bądź ostrych kamieni. Nigdy nie rozbijaliśmy się w śniegu.



Wiatro- i wodoodporność

Niejeden raz spaliśmy w namiocie podczas deszczu, który nie był straszny dla tropiku. Po całonocnej ulewie w środku zwykle było sucho i przyjemnie, aż do zeszłego roku. Podczas ostatniego wyjazdu w Dolomity, padający deszcz przesączał się przez podłogę, tworząc w środku niewielkie, wilgotne plamy. Jeżeli chodzi o wiatroodporność to jestem z niej bardzo zadowolony, przy solidnie zamocowanych odciągach namiot jest w stanie spokojnie przetrwać letnią burzę.

Pierwsze rozbicie w terenie - Misurina
Co mnie drażni

Drażni mnie przede wszystkim mały przedsionek, po otwarciu którego deszcz pada do środka namiotu. Jest to chyba największa z wad namiotu. Poza tym uważam, że mimo wszytko jest trochę mały jak dla 4 osób, nawet przy założeniu, że wszystkie niepotrzebne rzeczy zostawiamy w aucie. Czterech dorosłych chłopów ma problem wyspać się wygodnie. Ostatnią rzeczą, którą uznałbym za minus namiotu jest przeciekająca podłoga. Równie dobrze może to wynikać z naszej nieuwagi podczas rozbijania namiotu, ale spotkałem się z opiniami, że właśnie podłoga jest piętą achillesową namiotów Hannah.
 
I na kampingu w Forno di Zoldo

Co mi się podoba

Na pewno zadowolony jestem z tropiku, który nigdy nie przemókł. Niezła jest również wentylacja - oczywiście jest kondensacja, ale w mniejszym stopniu niż w innych namiotach w jakich zdarzyło mi się spać z podobnej półki cenowej. I oczywiście komfort snu w 3 osoby, wtedy można się wyspać prawie jak w domu :).


Czy zdecydowałbym się na zakup ponownie

To zawsze dla mnie jest najcięższy punkt. Z natury lubię próbować nowych rzeczy i bardzo rzadko trafia mi się produkt, który kupiłbym jeszcze raz (jedynym takim są spodnie Milo Olin, już nieprodukowane). W wypadku zakupu nowego namiotu na pewno przeanalizowałbym rynek dokładnie, przyjrzał się konkurencji i przy zakupie brałbym pod uwagę  Hannah Trolla. Oczywiście jeśli nie zdecydowałbym się na jakiś większy namiot z przedsionkiem, w którym można postawić stolik i grać w karty:) Coś jak Arpenaz Family 4.2 XL na poniższym zdjęciu - w  końcu przez 6 lat Hannah nigdy nie wylądował w plecaku.

Żródło: http://www.decathlon.pl


2 komentarze:

  1. "(jedynym takim są spodnie Milo Olin, już nieprodukowane)" - Tak, te spodnie są super :) Ale nie zgodzę się, że nie są już produkowane. Co prawda pierwsza wersja już nie jest, ale jest ich bezpośredni następca, różniący się jedynie tym, że posiadają szelki. A tak to takie same spodnie jak te Twoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, że wersja PRO nadal jest w sprzedaży, przymierzałem się nawet do niej (po pozbyciu szelek), ale w końcu zdecydowałem się na inne, bo nie moglem ich trafić w owym czasie w żadnym krakowskim sklepie stacjonarnym. Lubie sobie pomacać rzecz przed kupnem:) Zresztą z produktami Milo bywa różnie -niby ten sam produkt, materiał, a inaczej się zachowują...

      Usuń