piątek, 27 marca 2015

Beskid Żywiecki

By odpocząć po paru intensywnych dniach związanych z powrotem do Polski, wybieram się ze Słoniem i Agnieszką w Beskid Żywiecki. Jedziemy z Krakowa do Węgierskiej Górki, gdzie zatrzymujemy się przy forcie Wędrowiec. W miejscu tym w dniach 2-3 września 1939, roku miała miejsce bohaterska bitwa obronna w czasie której, jedna kompania forteczna powstrzymywała natarcie pełnej niemieckiej dywizji. Fort Wędrowiec był ostatnim broniącym się z 5 fotów w Węgierskiej Górce. Po kapitulacji schronu Włóczęga ok 8:30 3.09.1939, jego 20 osobowa załoga samotnie powstrzymywała Niemców do momentu wyczerpania amunicji ok. godziny 17:00. Bitwa o Węgierską Górkę nazwana jest "Westerplatte Południa" i zapobiegła rozbiciu południowego skrzydła Armii "Kraków". Straty polskie to 12 zabitych i ok 20 rannych,  niemieckie określane są na ok. 200 zabitych i 300 rannych. 





Po kilkunastu minutach ruszamy dalej w kierunku Skałki, gdzie zostawiamy samochód i ruszamy czarnym szlakiem na Hale Boraczaną. Podejście jest dosyć łagodne, śnieg zmarznięty, więc po 45min docieramy do celu. Kilka zdjęć, chwila odpoczynku na drugie śniadanie i ruszamy zielonym w stronę Hali Lipowskiej. 

Hala Boraczana


Słonce ładnie świeci, śnieg zaczyna rozmarzać, czasem ktoś z nas zapada się po kolana, mimo to tempo mamy dobre. W jednym miejscu tylko zwalniamy - jest to strome, nieprzetarte zbocze, gdzie musimy iść bardzo ostrożnie. Po około 2 h marszu, czyli czasie w którym powinniśmy być w okolicach schroniska, przetarta ścieżka nagle się rozgałęzia. Szlaku nigdzie nie widać, po krótkiej debacie nad mapą decydujemy się wybrać drogę, która według nas powinna zaprowadzić nas do celu.

Niestety wkrótce ślady giną w lesie, a my decydujemy się podchodzić do schroniska na przełaj przez nieprzetarty śnieg. Szczególnie, że z mapy wynika, że brakuje nam około 200 m, potem te 200m zmienia się w kolejne 200 i kolejne... Nie możemy, znaleźć ani szlaku ani schroniska, w takiej sytuacji decydujemy się schodzić w dolinę i trafiamy na zielony szlak (którym planowaliśmy wrócić) poniżej Hali Pawlusiej. Wynika, że ominęliśmy zarówno schronisko na Lipowskiej, jak i  Rysiankę... Czary :) 

Znienacka pojawił się szlak

Mocno zmęczeni trafiamy do samochodu jeszcze przed zmrokiem i pozostaje już tylko droga do domu. Moje pierwsze zetknięcie z tą częścią Beskidu Żywieckiego było przyjemne, mimo, że pobłądziliśmy. Cieszę się z dawno wyczekiwanego dnia w górach, jedynie pozostał niedosyt, że nie spróbowaliśmy słynnych pierogów na Hali Lipowskiej, no cóż może następnym razem...

5 komentarzy:

  1. Powrót do Polski na stałe? Widzę, że wojskowy klimat wciąż się utrzymuje na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba na stałe, chociaż sami się zastanawiamy czy wytrzymamy... A wojskowe klimaty tym razem przypadkowo -fort był po drodze i szkoda było się nie zatrzymać:)

      Usuń
  2. Polecam Kamap na telefon komórkowy z GPS. Gdy tracisz szlak zawsze pokaże , gdzie jesteś w tej chwili i jak dojść do celu. Fajne foty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczony tym doświadczeniem zainteresowałem się programami do terenowej nawigacji offline i mój wybór padł na TrekBuddy, na najbliższym wypadzie przekonam się jak to działa...

      Usuń
  3. Trekbuddy to ciekawa opcja. Korzystałem.

    Po zdjęciach widać już, że wiosna puka w góry.

    OdpowiedzUsuń