czwartek, 24 grudnia 2015

Życzenia

Wszystkim czytelnikom życzę spokojnych, wesołych, rodzinnych Świąt. A w  nadchodzącym  2016 dużo zdrowia, udanych wypadów i tyle samo wyjść co powrotów.

Qho

poniedziałek, 14 grudnia 2015

W Dolomity na gazie

Tym razem post trochę inny niż zwykle, jako że w tym roku pierwszy raz jechaliśmy do Włoch autem z LPG, musieliśmy się dodatkowo jeszcze przygotować na częstsze wizyty na stacjach. Post powstał na specjalne zamówienie mojego kolegi, który wybiera się do Canazei na narty i prosił o zdradzenie sekretu jak to rozplanowaliśmy. 

wtorek, 8 grudnia 2015

13 Krakowski Festiwal Górski

Po dwóch latach nieobecności udało mi się wpaść na chwilę na kolejną edycję KFG. Co prawda w planach miałem spędzić całą niedzielę na UE-ku, ale dopadła mnie grypa i byłem tylko w sobotę na chwilę.


Udało mi się zdążyć na prelekcję  Mała Polska w Nepalu i zaproszenie do Mustangu, a właściwie na jej drugą część opowiadającą o regionie Mustang. Nie da się ukryć, że region jest piękny i ciekawy kulturowo, chociaż forma jego przedstawienia niekoniecznie trafiła mi do gustu.

Druga prelekcja na której byłem to Fotografia górska prowadzona przez Michała Sośnickiego. Był to dosyć ciekawy wykład początkowo wyjaśniający podstawowe pojęcia w fotografii, a potem było sporo praktycznych porad jak fotografować góry. Może teraz wreszcie uda mi się zrobić jakieś dobre zdjęcie :). Właściwie to tyle co udało mi się zobaczyć w tym roku.

Patrząc na program muszę przyznać, że festiwal mocno rozrósł się przez ostanie lata, dawniej wieczorami był tylko jeden blok w tym roku przez cały dzień było równolegle tyle propozycji, że ciężko jest się zdecydować, gdzie się wybrać. Z drugiej strony ciągle brakuje mi w sprzedaży płyty z konkursowymi filmami - fajnie by było oglądnąć niektóre jeszcze raz na spokojnie.

środa, 11 listopada 2015

Beskid Żywiecki jeszcze raz

W Beskid Żywiecki wracam po ponad pół roku od kiedy pogubiliśmy się tam w marcu (opis tamtego wypadu). Plan jest dokładnie taki sam jak wtedy. Startujemy ze Skałki czarnym szlakiem na Halę Boraczą, dochodzimy tam po niecałych 40 min i urządzamy pierwszy tego dnia postój. 



niedziela, 4 października 2015

Piz da Lech de Boe

Na ostatnią z tegorocznych ferrat wybraliśmy drogę Piz da Lech de Boe  (wszelki  skojarzenia z obecną formą Lecha Poznań całkowicie przypadkowe). Jest to szlak na wierzchołek o tej samej nazwie, wznoszący się na wschodnim krańcu grupy Sella i górujący nad Corvarą. Miejsce startu według naszego przewodnika to dolna stacja wyciągu krzesełkowego Crep de Monte nieopodal Passo di Campolongo. Zatrzymujemy się tam i po rozmowie z niezbyt rozgarniętym pracownikiem wyciągu, decydujemy się na zjazd do Corvay, ponieważ między wyciągiem Crep de Monte a Vallon, który ma dowieść nas pod ferratę jest 30 min podejścia. Kolejka z Corvary jest jednak niemiłosiernie droga (bodajże 12 euro w jedną stronę + opłata za parking 5 euro), wracamy więc na mikro parking pod wyciągiem (który jest już cały zapchany - my wciskamy nasz samochód miedzy ogrodzenie a barierki sprężyste) i za 3,5 euro wyjeżdżamy na górę. Po 30 min podejścia nartostradą pakujemy się do wyciągu Vallon, który za kolejne 4,5 wywozi nas na górę. Za cenne 7,5 euro oszczędzamy sobie około 750 m podejścia. 

niedziela, 27 września 2015

Droga Oskara Schustera

Kolejna tegoroczna ferrata to Droga Oskara Schustera, by ją zrobić dojeżdżamy na parking położony 800m poniżej Passo Sella od strony Val Gardena. Tam ku naszemu niemałemu zaskoczeniu płacimy 5 euro za postój - dotychczas wszystkie parkingi z których korzystaliśmy w Dolomitach były darmowe (wyjątek parkin pod Tre Cime). Po zapłaceniu haraczu, kierujemy się do kasy kolejki, która ma dowieść nas do schroniska Demetz. Tam zostawiamy kolejne 13 euro na głowę za możliwość przejazdu w jedną stronę dwuosobową, ciasną trumną, która na dodatek zamykana jest od zewnątrz. 

wtorek, 22 września 2015

Ferrata Del Masare/Majare

Wreszcie przyszedł czas na pierwszą, pełnoprawną ferratę tego roku. Żeby podjąć to wyzwanie udajemy się w dobrze nam już znane miejsce - parking przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego do schroniska Paolina (poniżej Passo di Costalunga w kierunku Carezzy). Byliśmy tam rok temu, by popatrzyć na gęste chmury i uciekać przed deszczem, byliśmy dzień wcześniej, by dowiedzieć się, że obsługa ma siestę, jesteśmy i teraz, zwarci i gotowi, na trasę, która według przewodnika ma zająć nam cztery godziny czterdzieści minut*.

środa, 16 września 2015

Dożynki w Canazei

Tym razem jeszcze nie będzie o ferratach, ale o Dolomickim folklorze. Tak jak wspominałem w poprzednim poście, nocny śnieg pokrzyżował nam plany górskie i chcąc nie chcąc musieliśmy przenieść się z Misuriny do Canazei. Poranny rozruch zabrał nam dłuższą chwilę, w efekcie czego po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy pod dolną stację kolejki, która miała nas zabrać na ferreatę Majare/Masare (dlaczego podwójna nazwa będzie w kolejnym poście), 15 min po rozpoczęciu sjesty. Gdy udaliśmy się w stronę ferraty, która była planem B tego dnia, trafiliśmy na paradę dożynkową w Canazei, która trwała ponad godzinę. Koniec końców zamiast pochodzić po górach, zaczerpnęliśmy trochę lokalnego folkloru. 

piątek, 11 września 2015

Via Ferraty 2015

Tegoroczny wypad na ferraty miał miejsce później niż zwykle, niby tylko kilka tygodni, ale pogoda była już inna niż zwykle. Gdy słońce zachodziło robiło się zimno, poranki były chłodne, a pierwszej nocy spadł śnieg w górach. Śnieg ten chodź nie było go wiele, pokrzyżował nasze plany na bardziej ambitne, dłuższe ferraty i wymusił przeprowadzkę z Misuriny do Canazei. 


To już właściwie tyle pisanego na szybko wstępu. Pod spodem kilka zdjęć na zaostrzenie apetytu i moja obietnica, że szybko napiszę coś więcej.




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Słowacka ferrata HZS Martinské hole

Od kiedy usłyszałem, że na Słowacji jest farrata wiedziałem, że muszę się na nią wybrać. HZS Martinské hole, bo o niej mowa, była budowana w dwóch etapach - w 2013 powstał odcinek górny stricte ferratowy, a w 2014 zmodernizowano szlak dojścia. 

184 km które dzielą nasz dom od punktu startu w miejscowości Martin na Słowacji, pokonujemy w czasie 3,5h stojąc jedynie w korku do świateł w Skomielnej Białej. Parkujemy rumuńską bestię na darmowym parkingu przy końcowym przystanku lokalnego autobusu (linie 40, 41 i 42) i ruszamy za czerwonymi znakami ku przygodzie.  

wtorek, 14 lipca 2015

Przełom Hornadu - Słowacki Raj

O Słowackim Raju słyszałem od dawna, ciągle mnie tam ciągnęło, ale jakoś nie było mi po drodze, a to pogoda była brzydka, a to w inne góry było bliżej, aż w końcu w ostatni weekend się udało. Z Krakowa wyruszaliśmy dość późno o 8 i po 3h spokojnej jazdy (korki, tankowanie) meldujmy się na parkingu w Podlesoku. Po uiszczeniu opłaty parkingowej (2 euro cąły dzień) i opłaty za wstęp do parku (1,5 euro bilet normalny), wreszcie wyruszamy na szlak. 

niedziela, 7 czerwca 2015

Lubomir

Tym razem wybrałem się na spokojną wycieczkę na Lubomir. Niewielki szczyt w Beskidzie Wyspowym o bardzo ciekawej historii, ale zacznijmy po kolei.

piątek, 22 maja 2015

Hannah Troll - nasz domek podczas wyjazdów

Różne są prezenty na 50 urodziny, Ojciec na swoją pięćdziesiątka dostał namiot. Było to w 2009, kilka miesięcy przed naszym pierwszym wyjazdem w Dolomity, w okresie kiedy intensywnie kompletowaliśmy sprzęt. Hannah Troll, bo o nim właśnie mowa, jest naszym pierwszym namiotem z prawdziwego zdarzenia. Nasza wersja jest 3-4 osobowa (to znaczy 3 osoby z bagażem lub 4 bez) i waży 4150 g. Nie wiedzieliśmy czy namiotu nie będziemy wykorzystywać podczas pieszych wędrówek, więc szukaliśmy jakiegoś kompromisu cena/waga. 



czwartek, 23 kwietnia 2015

Tuż za progiem, czyli Jaroszowicka Góra

Patrząc przez okno z wadowickiego mieszkania mojej Babci, ponad dachami budynków widać dwie niewielkie góry - Goryczkowiec, zwany przez miejscowych Dzwonkiem i Jaroszowicką Górę. O ile na pierwsze wzniesienie wychodziłem nie raz przy okazji zbierania grzybów z Dziadkiem, to drugie z nich pozostało dla mnie niezdobyte, aż do wczoraj.

Jaroszowicka Góra jest jedynym szczytem Beskidu Małego położonym na prawym brzegu Skawy, a jego wysokość - 545m n.p.m - nie jest imponująca nawet jak na to pasmo. Decyduje się podchodzić żółtym szlakiem z Jaroszowic, który teoretycznie zajmuje 1h 5min.

piątek, 27 marca 2015

Beskid Żywiecki

By odpocząć po paru intensywnych dniach związanych z powrotem do Polski, wybieram się ze Słoniem i Agnieszką w Beskid Żywiecki. Jedziemy z Krakowa do Węgierskiej Górki, gdzie zatrzymujemy się przy forcie Wędrowiec. W miejscu tym w dniach 2-3 września 1939, roku miała miejsce bohaterska bitwa obronna w czasie której, jedna kompania forteczna powstrzymywała natarcie pełnej niemieckiej dywizji. Fort Wędrowiec był ostatnim broniącym się z 5 fotów w Węgierskiej Górce. Po kapitulacji schronu Włóczęga ok 8:30 3.09.1939, jego 20 osobowa załoga samotnie powstrzymywała Niemców do momentu wyczerpania amunicji ok. godziny 17:00. Bitwa o Węgierską Górkę nazwana jest "Westerplatte Południa" i zapobiegła rozbiciu południowego skrzydła Armii "Kraków". Straty polskie to 12 zabitych i ok 20 rannych,  niemieckie określane są na ok. 200 zabitych i 300 rannych. 


sobota, 28 lutego 2015

Bovington Tank Museum

Tym razem post nie będzie o górach, ale o czołgach. Po wizycie w muzeum broni pancernej w Bovington nie mogłem się powstrzymać, żeby napisać parę słów o tym wyjeździe, który związany jest z moja drugą pasją - modelarstwem, a szczególnie modelarstwem czołgowym. 

Muzeum czołgów w Bovington jest jednym z największych na świecie, posiada w swej kolekcji ponad 300 czołgów i pojazdów pancernych, dla porównania w słynnej podmoskiewskiej Kubince jest 200 czołgów. Kolekcja to głownie broń używana w czasach I i II Wojny Światowej, chociaż znalazło się kilka nowszych egzemplarzy.

Hetzer, Jagdpanther, M26 Pershing (jak mnie pamięć nie myli), King Tiger

sobota, 31 stycznia 2015

A w Londynie już wiosna

Pomimo, że północ Anglii sparaliżowana jest opadami 2 cm śniegu to w Londynie od kilku dni czuć już w powietrzu wiosnę. A jak wiosna to wiadomo krokusy. Tym razem, żeby oglądać te kwiaty nie musiałem jechać w góry, bo mój lokalny park jest nimi usiany.



sobota, 3 stycznia 2015

Podsumowanie 2014

Podsumowując rok 2013 czułem niedosyt, ale porównując go z 2014 i tak można powiedzieć, że był udany. 2014 a szczególnie jego druga połowa pod względem górskim był rozczarowujący, widać to dobitnie po ilości postów, które powstały w zeszłym roku. Nawet wyjazd w Dolomity z powodu pogody nie udał się za bardzo. 


Z rzeczy, które mnie cieszą należy wymienić:

- przejście w dwa dni Dublin Mountains Way (dzień 1, dzień 2), które pozwoliło mi poznać "Góry" Dublińskie,

- dodanie do listy ferrat pieknej drogi Cesco Tomaselli (opis), która dostarczyła nam sporo wrażeń,

- nasz pobyt w La Vall de Boi (opis) i pierwsze spojrzenie na Pireneje, na razie tylko z perspektywy dna doliny.

Kończę to niewielkie podsumowanie słowami "Byle do wiosny!", które jest naszym (moim i Klusi), zawołaniem mówiącym o perspektywie kolejnej przeprowadzki :).