niedziela, 20 lipca 2014

Aklimatyzacja u stóp masywu Popera

Na pierwszy ogień naszego wyjazdu miał pójść jeden z podobno najciekawszych ciągów ferrat w Dolomitach jakim jest obejście Popra. Trasa, na którą składają się ferraty Aldo Roghel, Cengia Gabriella i Strada degli Alpini, przewodnikowo jest do pokonania w około 13h, chociaż niektórzy zalecają rozdzielić to na dwa (widziałem gdzieś nawet trzy) dni, my chcieliśmy zrobić wszystko w jeden, ew. biorąc pod uwagę możliwość noclegu w którymś ze schronów na trasie lub w schronisku Berti.



Wyruszamy z Misuriny bladym świtem i po prawie godzinie jazdy meldujemy się na Passo Montecroce, skąd szybkim krokiem wyruszamy do Rif. Berti. Trasa początkowo biegnie ostro w górę, obok bunkra strzegącego przełęczy, by później łagodniej prowadzić nas wśród pastwisk i kosówek.



Dochodzimy wreszcie do miejsca, z którego pierwszy raz widać piękno masywu Popera i malutki czerwony dach schroniska Berti. Docieramy do stromego żlebu, którym mozolnie wychodzimy tylko po to, by za chwile znów zacząć tracić wysokość i dotrzeć na próg skalny, na którym zbudowane jest rifugio. Po drodze mijamy jeszcze budynek starego, dziś już nie używanego schroniska.




Po przemierzeniu tego prawie 2h odcinka humory nam dopisują i jesteśmy głodni dalszych wyzwań. Przy budynku zagaduję młodą dziewczynę z obsługi o drogę na ferratę Roghel, a ona w odpowiedzi bełkocze coś, że szlak jest chyba zamknięty i znika we wnętrzu, żeby to sprawdzić.  Po chwili wychodzi starsza pani, z którą ucinam sobie dłuższą pogawędkę. Niestety informacje dla nas nie są pomyślne - wszystkie ferraty w masywie Popera są zamknięte z uwagi na zwały śniegu. Moja rozmówczyni wspomina o rekordowo śnieżnej zimie (pięć metrów śniegu w Cortinie - w mieście) i wyraża swoje wątpliwości czy w ogóle w tym roku obejście Popera będzie dostępne bez szpeju zimowego. Wspomina jeszcze coś, że może w drugiej połowie sierpnia by się udało, niestety nie mamy na tyle czasu by czekać, więc zapada decyzja o powrocie.  

Decydujemy się zejść do schroniska Lunelli, a potem złapać stopa na Passo Montecroce. Z progu schodzimy stromą ścieżką mijając niedzielne tłumy pędzące do schroniska, prowadzące ze sobą psy (Słoń naliczył 12 w różnych rozmiarach). 




Parę metrów za schroniskiem Lunelli, wyłaczam Sports Tracker-a, bo droga wydaje się być tuż za rogiem. Niestety mocno się pomysliliśmy i dojście do głównej drogi zajmuje nam ponad godzinę. Monotonną wędrówkę asfaltem urozmaicają nam uczestnicy biegu górskiego, który odbywa się w tym miejscu. Zaskoczeni jesteśmy niektórymi uczestnikami, szczególnie tymi z kategorii 70+. 



Wreszcie docieramy do głównej drogi i po kilkunastu minutach udaje mi się złapać stopa na przełęcz, gdzie stoi zaparkowana nasza bestia. Jeszcze tylko powrót po resztę i wracamy do Misuriny. Jest już za późno żeby myśleć o jakiejś innej ferracie tego dnia, więc popołudnie spędzamy na lenistwie.

Masyw Popera na pewno robi wrażenie swym pięknem i ogromem. Następnym razem jadąc tam, będziemy próbowali skontaktować się z którymś ze schronisk, by dowiedzieć się o warunki na ferratach oraz planujemy dojechać do schroniska Lunelli i z niego podchodzić. Na zakończenie jak zwykle nasza trasa w formie mapki.

3 komentarze:

  1. Fantastyczne widoki, szkoda, że trasy były zamknięte. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż tu dużo mówić, osobiście uważam Dolomity za najpiękniejsze góry jakie widziałem.

    OdpowiedzUsuń