niedziela, 27 lipca 2014

Via ferrata Cesco Tomaselli

Po pierwszym dniu, który nie ułożył się nam tak, jak chcieliśmy na następny cel wybieramy ferratę  Tomaselli, jednocześnie postanawiamy przenieść się do Canazei, gdyż w tamtym rejonie podobno jest mniej śniegu w górach (obejście Sorapis pozostaje niezdobyte kolejny raz). Pakujemy się szybko i ruszamy dobrze nam znaną, przepiękną drogą przez Cortinę d'Ampezzo na Passo Falzarego. 


niedziela, 20 lipca 2014

Aklimatyzacja u stóp masywu Popera

Na pierwszy ogień naszego wyjazdu miał pójść jeden z podobno najciekawszych ciągów ferrat w Dolomitach jakim jest obejście Popra. Trasa, na którą składają się ferraty Aldo Roghel, Cengia Gabriella i Strada degli Alpini, przewodnikowo jest do pokonania w około 13h, chociaż niektórzy zalecają rozdzielić to na dwa (widziałem gdzieś nawet trzy) dni, my chcieliśmy zrobić wszystko w jeden, ew. biorąc pod uwagę możliwość noclegu w którymś ze schronów na trasie lub w schronisku Berti.


wtorek, 15 lipca 2014

Via ferraty 2014

Zacznijmy od tradycyjnego już wstępu, poprzedzającego coroczną relację z ferratowego wyjazdu. W tym roku było wiele przeciwności do pokonania i gdy udało mi się wreszcie załatwić wszystko, wykruszył się najpierw Jendras, a później Agnieszka, dla której nota bene miał być to pierwszy raz w Dolomitach. Zostaliśmy znowu tylko w trzyosobowym, zeszłorocznym składzie - Ja, Słoń i Janusz (Ojciec). 

Ruszyliśmy z Krakowa na pokładzie Aveo i po 11 godzinach dojechaliśmy do Misuriny, gdzie rozbiliśmy się na lokalnym kampingu. Wróciliśmy w to miejsce po 5 latach od naszej pierwszej wizyty w Dolomitach, po cichu licząc, że warunki sanitarne się trochę poprawiły. Niestety nasze nadzieje były płonne, jedyne co się zmieniło to został dorobiony foliowy daszek nad umywalkami. Mimo sentymentu do tego miejsca następnym razem wybierzemy pewnie inny kamping biorąc pod uwagę, że cenny są porównywalne a standard wyższy. 

Tak jak wspominałem na Facebook-u plany mieliśmy ambitne, niestety pogoda pokrzyżowała nam szyki i to bardzo, ale o tym powiem dokładnie w następnych postach. Na razie dla zaostrzenia apetytu kilka zdjęć.

Klasyczny widok  na masyw Sorapis z Misuriny