czwartek, 10 kwietnia 2014

The Dublin Mountains Way Part 2

Pogoda w marcu odbiegała mocno od moich nadziei i dopiero ostatnio udało mi się znaleźć jeden w miarę ładny dzień i poświęcić go na dokończenie The Dublin Mountains Way, którego pierwszą cześć przeszedłem jeszcze w lutym - opis tu. Z przeglądnięcia mapy  i opinii w sieci wyglądało, że czeka mnie solidny, ale pełen wrażeń spacer, czy tak rzeczywiście było powiem w swoim czasie. 

Budzik dzwoni o 8, ale wstaje dopiero kilka drzemek później, jeszcze pakowanie, drukowanie mapek i wychodzę z domu parę minut po 10. Pogoda piękna, słońce świeci, ~15 stopni - żyć nie umierać. Standardowo już swoje kroki kieruje na Three Rock, zahaczając po drodze jeszcze o sklep, by kupić jakiś prowiant i piwo/cydr do mojego aluminiowego bidonu. Niestety okazuje się, że muszę zadowolić się colą, gdyż z alkoholi posiadają tylko wino i to w kosmicznych cenach. Niezrażony tym pnę się w górę pośród kwitnących kolcolistów, by jak zwykle po godzinie stanąć na  Three Rock, tym razem jedynie z daleka pozdrawiam skały i szybko ruszam w stronę Two Rock. Na Fairy Castle (najwyższy punkt dzisiejszego dnia) staje po kolejnych 15 min, planowałem w tym miejscu chwilę postoju, ale silny wiatr szybko motywuje mnie do dalszego marszu.





Szlak wiedzie otwartym terenem wśród wrzosowisk, z prawej strony mam widok na Dublin, z lewej na góry Wicklow, niestety lodowaty, porywisty wiatr nie daje się nacieszyć chwilą i sprawia, że staram się jak najszybciej dosięgnąć lasu widocznego w oddali.


Po chwili oddechu jaki dały drzewa, wychodzę znów na otwartą przestrzeń, by zdobyć szczyt będący na 561 miejscu najwyższych szczytów w Irlandii  - Tibradden Mountein - mierzący całe 467 m. Na uwagę zasługuję prehistoryczny grób, znajdujący się niedaleko szczytu, co prawda jego obecną formę podobno nadali mu archeolodzy podczas wykopalisk 1849r, ale i tak jest to miejsce warte fotki.




Schodzę teraz ostro w dół, początkowo przez wrzosowiska, potem lasem, w którym jest największy park linowy z jakim się dotychczas spotkałem. Po przekroczeniu asfaltowej drogi, rozpoczynam podejście pod Cruagh. Stroma, szeroka droga wyprowadza mnie na przewyższenie, gdzie czeka osłonięta przed wiatrem ławeczka. Niestety przecinka, która miała dawać widok na Tibradden i Two Rock praktycznie już zarosła, nie mniej jednak uznaje to miejsce na idealne na drugie śniadanie. 




Widok na przebytą dotychczas trasę, gdzieś z 3/4 drogi na Cruagh

Idąc przez las czuje się jak w Beskidach albo w niższych partiach Tatr i dociera do mnie jak bardzo brakowało mi takich wycieczek przez moje 8 miesięcy na obczyźnie. Docieram teraz do ruchliwej asfaltowej drogi, skąd wiodą dwa warianty szlaku. Jeden przez The Hell Fire Club i drugi, na który się decyduje przez Killakee. Po kilkunastu minutach na asfalcie schodzę znów w teren. Szlak prowadzi przez obszar, na którym prowadzona była wycinka i który wygląda apokaliptycznie.





Po minięciu terenu ścinki, schodzę coraz niżej i zagłębiam się w pastwiska poprzetykane nielicznymi farmami. Krajobrazy są piękne, ale pogoda zaczyna się psuć - co chwilę pada drobny deszczyk - więc staram się przyspieszyć jak tylko mogę. Dochodzę do wsi Glassamucky, którą szybko mijam i docieram do rezerwuarów, będących ujęciem wody dla Dublina i okolic.


Irlandzkie wzgórza w pełnej krasie i w promieniach rzadko widzianego ostatnio Słońca





Po minięciu tych dwóch sporej wielkości zbiorników, wracam na łono cywilizacji idąc przez osiedla domów szeregowych. Gubiąc się raz (komuś przeszkadzała tabliczka ze znakiem, więc ją zniszczył), docieram do końca The Dublin Mountains Way i po kolejnych kilku minutach do przystanku Luas-a, którym wracam do domu.

Tak jak się spodziewałem drugi dzień szlaku był znacznie ciekawszy, bardziej urozmaicony i nie prowadził tyle po ruchliwych drogach co odcinek Shankill - Two Rock. Jako całość The Dublin Mountains Way jest  ciekawą propozycją na poznanie grupy wzgórz dumnie nazywanych Górami Dublińskimi. Przejście całego szlaku w jeden dzień jest możliwe, ale trzeba na to liczyć gdzieś 10-11h marszu w szybkim tempie. 

Na koniec tradycyjnie już mapka ze Sports Tracker-a -mapka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz