wtorek, 23 grudnia 2014

Życzenia

Tradycyjnie wszystkim Czytelnikom życzę spokojnych, wesołych, pełnych ciepła, zdrowych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. A w nadchodzącym 2015r dużo udanych wypadów i tyle samo powrotów co wyjść w góry.

Qho

W tym roku taka mała zawieszka udaje choinkę, ale większej nie potrzebujemy, bo Świętna spędzamy w Polsce.
Taka nietypowa dekoracja mojego sąsiada -mikołaj prawie tak duży jak dom i do tego macha ręką:) (Przepraszam za jakość, robione komórką).


wtorek, 2 grudnia 2014

Znakowanie szlaków górskich w Polsce

Do tematu znakowania szlaków w polskich górach, przymierzałem się od dawna. Dość już mam ciągłego prostowania wśród znajomych mitu, że trudność szlaku odpowiada jego kolorowi. Jako, że temat jest obszerny, nie wyszedłem jeszcze poza etap gromadzenia materiałów, ale właściwie dziś po wizycie na stronie Sebastiana Nikla moja praca jest bezcelowa. Na swojej witrynie Pan Sebastian, wyczerpał już temat całkowicie, więc pozostaje mi tylko zachęcić wszystkich do zajrzenia do tego artykułu ( kliknij tu) i życzyć wszystkim przyjemnej lektury. 




środa, 5 listopada 2014

Racje żywnościowe brytyjskiej armii

Korzystając z tego, że mieszkam teraz w Wielkiej Brytanii i brytyjskie MRE jest łatwo dostępne, postanowiłem sprawdzić co Królowa zapewnia swym obrońcom. Będzie to moja trzecia recenzja racji wojskowych, wcześniej sprawdzałem francuskie i amerykańskie.

Brytyjski zestaw nabyłem drogą internetową za 6 funtów, płacąc drugie tyle za wysyłkę. Na paczkę czekałem z pewnymi obawami, bo była mała loteria - warunki aukcji nie pozwalały wybrać konkretnego numeru menu, więc nie wiedziałem jaki zestaw dostanę. Po otrzymaniu przesyłki moim oczom ukazała się Union Flag i naklejka z numerem 11. 


środa, 29 października 2014

Czapka Termoaktywna NESSI AC1 UNISEX Recenzja



Wstęp

Na wstępie chciałbym podziękować administracji portalu ngt.pl i firmie Nessi, za oddanie mi do testów czapki AC1-01. Teraz po prawie roku posiadania produktu nadszedł czas na recenzję, która również pojawi się na ngt.pl.

Przez większą część dotychczasowego życia stroniłem od czapek, czasem zakładałem na głowę jedynie kaptur bluzy. Wraz z upływem czasu i zmniejszaniem się gęstości włosów pomyślałem, że warto by było jednak chronić głowę przed zimnem. I o ile model miejski udało mi się dość szybko znaleźć to nie trafiłem na nic odpowiadającego mi w 100% jeżeli chodzi o aktywność outdoorową. Nawet przy kilkustopniowym mrozie, zwykle po kilkunastu minutach od wejścia na szlak (lub po kilku minutach biegu), zastępowałem czapkę opaską. Nie do końca satysfakcjonowało mnie to rozwiązanie, więc szukałem - niezbyt intensywnie co prawda - jakiegoś cienkiego nakrycia głowy przeznaczonego do aktywności fizycznej. Moje poszukiwania przerwał wyjazd do Irlandii i gdy miałem je wznowić dostałem propozycję testu powyższej czapki…

Zdjęcie ze strony www.e-nessi.pl
  

sobota, 13 września 2014

Najpiękniejszy dzień w górach

Byłem ostatnio na rozmowie kwalifikacyjnej, padło pytanie jaki był mój najpiękniejszy dzień w górach i prawdę mówiąc, nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, więc rzuciłem coś na szybko, a dopiero w  metrze w drodze do domu przemyślałem sprawę i stąd ten post. Nie mogłem się zdecydować na jeden dzień, dlatego będą trzy (kolejność przypadkowa).

1) Babia Góra
Dawno, dawno temu początkiem października wybraliśmy się z Jendrasem na Babią. W Zawoi była piękna pogoda, która przypominała niedawno zakończone lato, dolina była po prostu skąpana w słońcu. Gdy zaczęliśmy podchodzić z każdym zdobytym metrem las pokazywał nam, że jednak jest już jesień. Pod nogami trzeszczały opadłe liście i widać było, że przyroda przygotowuje się do zimy.



niedziela, 10 sierpnia 2014

Pożegnanie z Irlandią

Tutaj wdarło się na bloga małe zaburzenie chronologii, ponieważ ta wycieczka odbyła się jeszcze przed naszym wyjazdem z Zielonej Wyspy, czyli przed wypadem w Dolomity, ale zamieszanie związane z przeprowadzką uniemożliwiło mi napisanie tego posta wcześniej.

Pewnego czerwcowego dnia, kilka dni przed wylotem, wybraliśmy się z Klusią (żona), by ostatni raz pożegnalnie rzucić okiem na Góry Dublińskie - miejsce, które dawało mi namiastkę przygody i pozwalało oderwać się od miejskiego zgiełku przez ostatnie 10 miesięcy. Jak zwykle zaczęliśmy od wyjścia na Three Rock, potem był Two Rock i Tibradden Mountein, bo Klusia chciała zobaczyć grób tunelowy. Na koniec wróciliśmy do Wicklow Way i zeszliśmy nim do przepięknego Marley Parku, skąd już tylko trzydzieści minut asfaltem dzieliło nas od domu. Nasza trasa i kilka zdjęć:


piątek, 1 sierpnia 2014

Via ferraty 2014 epilog

Tak jak wspominałem w ostatnim poście, po przenosinach do Canazei, powitał nas deszcz. Padało również cała noc, rano na chwile się wypogodziło i większość ludzi na kempingu tą chwilę wykorzystała na spakowanie się i powrót do domów. My przez nasz upór, połączony z mocnym niedosytem ferrat, zdecydowaliśmy się spróbować przejść jeszcze jakąś krótką drogę.

Podjechaliśmy początkowo na Passo Fedaia, by spróbować ugryźć ferratę Eterna, ale kompletny brak widoczność i lekka mżawka odwiodła nas od tego. Spróbowaliśmy jeszcze w Carezza, gdzie planowaliśmy zaatakować ferratę del Masarè, ale gdy tylko wyszliśmy z samochodu zaczęło delikatnie padać, więc po dłuższej chwili wahania postanowiliśmy wracać do domu, bo prognozy na dalsze dni nie budziły optymizmu. Nasza decyzja okazała się słuszna po kilku minutach, gdy rozpadało się na dobre.

Tak więc nasz wyjazd w Dolomity zamknął się tylko na jednym dniu spaceru po górach i jednym dniu ferratowym. Nie da się ukryć, że pogoda mocno pokrzyżowała nam szyki, przez co z Poperem mam rachunek do wyrównania.


PS
Podczas tego wyjazdu  mocno na minus zaskoczył nas znaczny wzrost liczby fotoradarów w Austrii i ich prawdziwy wysyp we Włoszech. Dawniej jedyny był w Canazei, a teraz są tam 3 albo 4....

niedziela, 27 lipca 2014

Via ferrata Cesco Tomaselli

Po pierwszym dniu, który nie ułożył się nam tak, jak chcieliśmy na następny cel wybieramy ferratę  Tomaselli, jednocześnie postanawiamy przenieść się do Canazei, gdyż w tamtym rejonie podobno jest mniej śniegu w górach (obejście Sorapis pozostaje niezdobyte kolejny raz). Pakujemy się szybko i ruszamy dobrze nam znaną, przepiękną drogą przez Cortinę d'Ampezzo na Passo Falzarego. 


niedziela, 20 lipca 2014

Aklimatyzacja u stóp masywu Popera

Na pierwszy ogień naszego wyjazdu miał pójść jeden z podobno najciekawszych ciągów ferrat w Dolomitach jakim jest obejście Popra. Trasa, na którą składają się ferraty Aldo Roghel, Cengia Gabriella i Strada degli Alpini, przewodnikowo jest do pokonania w około 13h, chociaż niektórzy zalecają rozdzielić to na dwa (widziałem gdzieś nawet trzy) dni, my chcieliśmy zrobić wszystko w jeden, ew. biorąc pod uwagę możliwość noclegu w którymś ze schronów na trasie lub w schronisku Berti.


wtorek, 15 lipca 2014

Via ferraty 2014

Zacznijmy od tradycyjnego już wstępu, poprzedzającego coroczną relację z ferratowego wyjazdu. W tym roku było wiele przeciwności do pokonania i gdy udało mi się wreszcie załatwić wszystko, wykruszył się najpierw Jendras, a później Agnieszka, dla której nota bene miał być to pierwszy raz w Dolomitach. Zostaliśmy znowu tylko w trzyosobowym, zeszłorocznym składzie - Ja, Słoń i Janusz (Ojciec). 

Ruszyliśmy z Krakowa na pokładzie Aveo i po 11 godzinach dojechaliśmy do Misuriny, gdzie rozbiliśmy się na lokalnym kampingu. Wróciliśmy w to miejsce po 5 latach od naszej pierwszej wizyty w Dolomitach, po cichu licząc, że warunki sanitarne się trochę poprawiły. Niestety nasze nadzieje były płonne, jedyne co się zmieniło to został dorobiony foliowy daszek nad umywalkami. Mimo sentymentu do tego miejsca następnym razem wybierzemy pewnie inny kamping biorąc pod uwagę, że cenny są porównywalne a standard wyższy. 

Tak jak wspominałem na Facebook-u plany mieliśmy ambitne, niestety pogoda pokrzyżowała nam szyki i to bardzo, ale o tym powiem dokładnie w następnych postach. Na razie dla zaostrzenia apetytu kilka zdjęć.

Klasyczny widok  na masyw Sorapis z Misuriny





wtorek, 20 maja 2014

"Szkoła turystyki górskiej" -Zygmunt Skibicki

Ostatnio mało chodzę po górach z różnych względów (przede wszystkim brak czasu, ale pogoda też nie rozpieszcza), za to dużo czytam. Co prawda typowo górskiej literatury staram się unikać. Zawsze podczas lektury żal ogarnia duszę, że jestem w domu, a nie gdzieś na szlaku, niemniej jednak czasem coś się trafi. Ty razem w moje ręce przypadkowo wpadła "Szkoła turystyki górskiej" autorstwa Zygmunta Skibickiego. 

Grafikę pobrano z: http://skibicki.pl

poniedziałek, 12 maja 2014

La Vall de Boi

Tym razem dam odpocząć Szanownym Czytelnikom od irlandzkich górek i post będzie o całkowicie innym zakątku Europy. Jadąc na tydzień do Katalonii miałem (cichą) nadzieję, że pomimo napiętego terminarza zwiedzania uda nam się wyskoczyć chociaż na krótki spacer w Pireneje. Najlepszym miejscem do tego w naszym planie była właśnie tytułowa La Vall de Boi - stroma dolina wżynająca się głęboko w góry, które mają po 3000 m, znana jest przede wszystkim z kilku niewielkich malowniczo położonych romańskich kościołków. Niestety dotarliśmy tam trochę później niż planowaliśmy i  po zapoznawaniu się z pozostałymi atrakcjami, nie wystarczyło nam już czasu na górski wypad, mimo to zdjęcia  stamtąd robią niezłe wrażenie. 

Pierwszy rzut oka na ośnieżone szczyty Pirenejów

I już w La Vall de Boi

czwartek, 10 kwietnia 2014

The Dublin Mountains Way Part 2

Pogoda w marcu odbiegała mocno od moich nadziei i dopiero ostatnio udało mi się znaleźć jeden w miarę ładny dzień i poświęcić go na dokończenie The Dublin Mountains Way, którego pierwszą cześć przeszedłem jeszcze w lutym - opis tu. Z przeglądnięcia mapy  i opinii w sieci wyglądało, że czeka mnie solidny, ale pełen wrażeń spacer, czy tak rzeczywiście było powiem w swoim czasie. 

Budzik dzwoni o 8, ale wstaje dopiero kilka drzemek później, jeszcze pakowanie, drukowanie mapek i wychodzę z domu parę minut po 10. Pogoda piękna, słońce świeci, ~15 stopni - żyć nie umierać. Standardowo już swoje kroki kieruje na Three Rock, zahaczając po drodze jeszcze o sklep, by kupić jakiś prowiant i piwo/cydr do mojego aluminiowego bidonu. Niestety okazuje się, że muszę zadowolić się colą, gdyż z alkoholi posiadają tylko wino i to w kosmicznych cenach. Niezrażony tym pnę się w górę pośród kwitnących kolcolistów, by jak zwykle po godzinie stanąć na  Three Rock, tym razem jedynie z daleka pozdrawiam skały i szybko ruszam w stronę Two Rock. Na Fairy Castle (najwyższy punkt dzisiejszego dnia) staje po kolejnych 15 min, planowałem w tym miejscu chwilę postoju, ale silny wiatr szybko motywuje mnie do dalszego marszu.


poniedziałek, 10 marca 2014

Chata Téryego zimą

Dziś zapowiadany już wcześniej na facebook-u gościnny występ mojej siostry. Pomysł na dojście do Téryho w zimie i zanocowanie tam rzucił rok temu Słoń na jakiejś rodzinnej imprezie. Różne okoliczności sprawiły, że nie pojechaliśmy tam wtedy, za to końcem lutego bieżącego roku udało się mu namówić Agnieszkę (moją młodszą siostrę), która ostatnimi czasy stawia pierwsze samodzielne kroki w górach. Nie przeciągając więcej, oto jej opowieść:

Celem naszej zimowej wyprawy było najwyżej usytuowane w Tatrach schronisko (czynne w okresie zimowym -Qho), czyli chata Téryego (2015 m.n.p.m.) zlokalizowana na terenie słowackiej części Tatr Wysokich. Pomimo niewielkiego doświadczenia w górskiej turystyce zimowej zdecydowaliśmy się na ten stosunkowo trudny szlak ze względu na świetne warunki pogodowe, z jakimi rzadko można się spotkać o tej porze roku.

  Zaopatrzeni wyłącznie w podstawowy ekwipunek: nieprzemakalną odzież wierzchnią, ciepłe swetry, prowiant oraz śpiwory (braliśmy pod uwagę możliwość noclegu w schronisku) wyruszyliśmy z Krakowa o 6:00 rano. Zgodnie ze wskazówkami nawigacji skierowaliśmy się nie w kierunku popularnego przejścia granicznego jakim jest Łysa Polana, tylko odbiliśmy w Nowym Targu na Białkę i tak po minięciu Jurgowa dostaliśmy się prosto na docelową trasę ciągnącą się u podnóża słowackich Tatr. Zaoszczędziliśmy tym samym jakieś 10 km, przy czym wybrana trasa, zwłaszcza w tych porannych godzinach, nie była w ogóle zatłoczona. Miejscem początku naszej wędrówki miał być Starý Smokovec. Zaznajomieni z okolicą dzięki naszym licznym, letnim wypadom w góry wiedzieliśmy, że dobrym miejscem na bezpłatne zaparkowanie samochodu jest sporej wielkości pobocze znajdujące się przy drodze ciągnącej się od Starego Smokowca do Popradu, oddalone o ok. 500 m od centrum pierwszego z wymienionych miast.  Tam też pozostawiliśmy auto, jak się później okazało najprawdopodobniej niepotrzebnie, bo wypatrzyliśmy po drodze opustoszały parking na którym nie  było nikogo kto pobierałby opłaty. 


czwartek, 27 lutego 2014

The Dublin Mountains Way Part 1

Ostatnio szczęście mi nie dopisywało jeżeli chodzi o górskie wędrówki, bo jak miałem wolne to padało, albo leżałem w łóżku lecząc kolejne przeziębienia i grypy. Teraz mam nadzieję, że z nadejściem wiosny i przeziębień będzie mnie i słonecznych dni więcej, więc może uda mi się więcej tej Irlandii poznać. Korzystając właśnie z jednego z pogodnych dni wybrałem się na przejście połowy Dublin Mountains Way. Jak sama nazwa wskazuje jest to szlak wiodący przez Góry Dublińskie, zaczynający się w Shankill i prowadzący do Tallagh, jego długość to 40km, a czas przejścia podawany jest na 17h - w terenie oznaczany jest przez słupki z żółtym symbolem spacerującego turysty. 

Terenowe oznaczenie Dublin Mountains Way

czwartek, 2 stycznia 2014

Pudsumowanie 2013

Jako, że zaczął się nowy rok to przyszedł czas, by podsumować stary. 2013 nie był dla mnie zbyt udany pod względem górskim, różne sprawy odciągnęły mnie trochę od wyjazdów, a problemy urlopowe współtowarzyszy sprawiły, że wyjazd "ferratowy" stał się właściwie tylko wyjazdem weekendowym. 



Nie mniej jednak parę ciekawszych rzeczy udało mi się zrobić: