niedziela, 28 lipca 2013

Jeziorka Duszatyńskie

O Jeziorkach Duszatyńskich myślałem już od dawna i wreszcie w tym roku udało mi się tam wybrać z żoną. Trasę zaczęliśmy z Komańczy koło 10 rano, kierując się znakami czerwonymi. Po kilkuset metrach asfaltu zeszliśmy wreszcie w las. Po pokonaniu leśnego odcinka, który wiódł najpierw stromo w górę, a później łagodnie w dół dotarliśmy do Prełuki, niewielkiej wioski leżącej nad rzeką Osławą. Dalej szliśmy asfaltową drogą nad brzegiem tej rzeki aż do Duszatyna. W samej wiosce ku naszemu zaskoczeniu zobaczyliśmy spory parking, jak się okazuje od niedawna można dojechać tu zwykłym samochodem (nie od strony Komańczy, tylko jakoś inaczej), bo droga została naprawiona. Jest to niezwykle korzystne rozwiązanie, bo oszczędza się ok 1,5h godziny bezsensownego chodzenia nieciekawym szlakiem w każdą stronę.

Z Duszatyna szlak prowadzi początkowo szeroką leśną drogą (była akurat zwózka drewna, więc ruch był spory), a później ścieżką przez las, przekraczającą kilkakrotnie potoki i kończącą się ostrym podejściem do samych Jeziorek Duszatyńskich. Jeziorka te powstały w skutek oderwania fragmentu zbocza pobliskiej Chryszczatej w 1907 roku i od samego początku wabią turystów swym niezaprzeczalnym urokiem i nietypową jak na polskie warunki genezą.

piątek, 26 lipca 2013

Ferrata Tonisteig

Na ostatni dzień tegorocznego wyjazdu planowaliśmy dwie ferraty Leadership i Mein Land - Dein Land, obie położone w masywie Predigtsthul. Niestety po dojechaniu do Bad Goisern okazało się, że odbywa się rajd rowerowy i jest masa ludzi, pozamykane drogi itp. W tej sytuacji decydujemy się na powrót na camping, spakowanie i zrobienie jeszcze jakieś ferraty po drodze do Polski. Podczas wertowania przewodnika na szybko nasz wybór pada na ferratę Tonisteig. 


Do parkingu w Worschach dojeżdżamy z pewnymi trudnościami koło 12, więc niezwłocznie ruszamy na szlak. Autor przewodnika proponuje żeby pokonać tą ferratę poprzez wyjście łatwiejsza stroną, a zejście przez trudny odcinek na co też się decydujemy. Podejście jest dosyć monotonne, głownie przez las i miejscami dość strome, gdy więc stajemy przy pierwszych linach, cali uradowani ubieramy sprzęt.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Panorama Klettersteig "Sisi"

Po przeżyciach związanych z ferratą Postalmklamm, drugiego dnia zdecydowaliśmy się przejść klettersteig Panorama"Sisi". Jest to niezwykle widokowa droga w masywie Loser wyceniana na mocne D. Po dojechaniu na parking (znów płatna droga - 15euro/samochód), ruszamy ostro do góry mijając ogromne konstrukcje przeciwlawinowe. Na nasze szczęście kilka osób idzie przed nami, bo ten fragment podejścia jest słabo oznakowany. Idziemy stromą piarżystą ścieżką, która doprowadza nas pod ścianę. 



czwartek, 18 lipca 2013

Postalmklamm Klettersteig

Pierwszy dzień naszego tegorocznego wyjazdu to ferrata Postalmklamm. Ruszamy z kempingu kierując się na polanę Postalm, szybko dojeżdżamy do płatnego odcinka drogi (5 euro za osobę) i mijamy miejsce gdzie według naszego przewodnika powinniśmy zostawić samochód. Może coś się zmieniło od czasu, gdy autor przechodził tą ferratę, ponieważ parking znajduje się teraz kilka zakrętów wyżej co znacznie skraca czas dojścia do początku ferraty.


Z parkingu do ferraty wiedzie leśna ścieżka, która miejscami zbliża się do przepaści. Idziemy szybkim tempem nie zważając na lekki deszczyk, po drodze mijamy tablice upamiętniającą dwudziestosiedmiolatka, który parę lat temu zginą w tym miejscu. Po chwili dochodzimy do Mostu "Westchnień" - chyba najdłuższego wiszącego mostu, który pokonałem w swojej dotychczasowej karierze, a na pewno najbardziej niestabilnego. Co prawda dwa odciągi w środku stabilizują konstrukcję, bez nich zabawa byłaby jeszcze lepsza, bo boczne wahania mostu dochodziłyby chyba do jednego metra w każdą stronę.

wtorek, 16 lipca 2013

Tegoroczny wyjazd na ferraty

Dawno nic nie pisałem, ale ostatnie tygodnie były bardzo szybkie i nie miałem czasu praktycznie na nic, na szczęście ten okres mam już za sobą i wreszcie jestem na urlopie. Na jego początek udało nam się wyskoczyć na krótki, właściwie weekendowy wyjazd ferratowy do Austrii. Byliśmy w rejonie Bad Ishl, który dla nas był całkiem nowy, okazał się ładny pod względem widokowym, ale niestety jako że to turystyczny region nie udało nam się znaleźć w nim ciszy i spokoju.


Po przyjeździe okazało się, że z powodu air show odbywającego się w weekend na kempingu na którym planowaliśmy się zatrzymać nie ma już wolnych miejsc, więc musieliśmy szukać dalej. Na szczęście w rejonie jest sporo pól namiotowych i trafiliśmy na takie położone blisko słynego jeziora Wolfgangsee. Był to zdecydowanie najmniej przyjemny camping na którym spałem (nie licząc polskich), ponieważ przez jego środek przebiegała niezbyt ruchliwa droga, ale przejeżdżające w nocy blisko namiotu samochody powodowały niemiłe uczucie. Innym minusem był płatny prysznic oraz duży ruch samolotów i helikopterów związany z air show. Ludziom ceniącym cisze i spokój nie polecam tego rejonu. Za to na plus można zaliczyć piękne widoki i ciepłą wodę w jeziorze. To tyle jako wstęp, o samych ferratach napiszę wkrótce.