poniedziałek, 27 maja 2013

Gorce part 2

Drugiego dnia po szybkim śniadaniu wyruszamy ze Studzionek, w stronę Runka i Lubania. Po drodze podziwiamy piękny widok na Tatry. Początkowo szlak prowadzi przez zabudowania przysiółka, by po chwili znów wprowadzić nas do lasu. Szybko osiągamy Kotelnice, a później Runek i po dłuższym, stosunkowo płaskim odcinku dochodzimy do słynnego podejścia na Lubań. Przed nami 500m odcinek, na którym mamy do pokonania prawie 200m przewyższenia. 

Podejście pod Lubań. Niestety aparat je wypłaszczył

środa, 22 maja 2013

Gorce part 1

O przejściu części Głównego Szlaku Beskidzkiego z Rabki Zdrój do Krościenka nad Dunajcem, myślałem już od dawna. W jesieni byłem bliski wyjazdu, ale niestety się nie udało, wreszcie w połowie maja stwierdziliśmy, że czas zmierzyć się z czerwonym szlakiem na tym odcinku. 
 
Wyjeżdżamy z Krakowa z małym poślizgiem, koło 9 i o 10:45 jesteśmy w Rabce, pod tabliczką informującą, że na Turbacz jest 6h.  Podążamy żywo za znakami czerwonymi, początkowo przez miasto, a później wśród pól i łąk. Pierwsze ciężkie podejście napotykamy koło wyciągu narciarskiego niedaleko schroniska na Maciejowej. 




poniedziałek, 13 maja 2013

Via ferrata w Tatrach?

Parę dni temu podczas rutynowej "prasówki" w necie trafiłem na ten oto artykuł. Niestety nie wiem na ile ta informacja jest wiarygodna, ale zaciekawił mnie ten pomysł. Via ferraty powstają obecnie w wielu miejscach i nie ukrywajmy, że Tatry pod tym względem marnują swój potencjał. Podczas naszego pierwszego wyjazdu w Dolomity, wymyśliliśmy kilka łatwych dróg wspinaczkowych w Polskich Tatrach, które spokojnie można by było zmienić w ferraty, nie raz też pojawiały się głosy (szczególnie po głośnych wypadkach) żeby Orlą Perć przerobić na żelazną drogę.


Z drugiej strony patrząc obiektywnie na to co się dzieje po polskiej stronie może lepiej jakby taka droga powstała u Słowaków, ponieważ ich góry są większe i mniej zadeptane, a przy tym za akcje Horskiej Służby, należy zapłacić co pewnie odstraszy niektórych. Generalnie rzecz biorąc jestem jak najbardziej za, bo perspektywa możliwości zmierzenia się z via ferratami (pisze w liczbie mnogiej, bo pewnie szybko powstałyby kolejne) kilkaset kilometrów od domu brzmi fantastycznie.