poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzenia

Tradycyjnie już jak co roku wszystkim Czytelnikom życzę szczęśliwych, pełnych ciepła, zdrowych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia i owocnego, pełnego górskich przygód Nowego Roku.

Qho

Po ostatniej choince myślałem, że mniejszej już nie będę miał -a ta to prawdziwa miniaturka:) 

czwartek, 12 grudnia 2013

TEMPE KOLO

Mój kolega Ukasz, od dawna groził, groził i wreszcie kilka tygodni temu swoje groźby spełnił - tak właśnie powstał jego blog Tempe Kolo. Autor od wielu lat jest zapalonym rowerzystą, który na co dzień jeździ po mieście, a urlop spędza na pedałowaniu po Bieszczadach. Jak na razie zaczął pisać o jeździe miejskiej, ale relacje z jego wypraw też mają się ukazać z czasem (na co czekam z niecierpliwością). Tak więc zapraszam do lektury.

Na koniec mała autoreklama - Ukasz poprosił mnie, żebym coś napisał o jeździe na rowerze w Irlandii, tak właśnie powstał post Pocztówka z Irlandii, który jest zbiorem moich wrażeń z tych kilku miesięcy używania roweru na Zielonej Wyspie.

piątek, 6 grudnia 2013

Czapka teromaktywna NESSI AC1

Końcem października na portalu ngt.pl pojawił się temat testu produktów polskiej firmy Nessi. Przedstawiciele firmy do testów chcieli ludzi, którzy w zeszłym roku testowali koszulkę Stoora, czyli również mnie. Po wyjaśnieniu z administracją mojego obecnego położenia i ustaleniu kwestii logistycznych, przypadła mi do testów czapka termoaktywna model AC1.



Więcej o samej czapce można przeczytać na stronie producenta: www.e-nessi.pl
Jednocześnie zapraszam do wątku o całej akcji testowania na NGT, gdzie chłopaki dzielą się swoją wiedzą i wrażeniami: ngt.pl

poniedziałek, 18 listopada 2013

Pustka wielkich cisz

Ostatnio dość przypadkowo trafiłem na książkę "Pustka wielkich cisz" napisaną przez Łukasza Supergana, opowiadającą o pierwszym samotnym przejściu Łuku Karpat. Autor w zajmujący sposób opisuje swoje czasem bardzo osobiste przeżycia, walkę z przeciwnościami i pokonywanie kolejnych kilometrów górskich szlaków. Dodatkowym smaczkiem są piękne fotografie pokazujące piękno Karpat. Cała książka jest świadectwem tego, jak jedna podróż może odmienić życie człowieka i wpłynąć na jego dalsze życie.

Zdjęcie pobrane z http://www.lukaszsupergan.com
Książkę czytałem z zapartym tchem, z uwagą śledząc zarówno sukcesy jak i błędy autora. Zresztą z tych ostatnich starałem się wyciągnąć dla siebie jak najwięcej nauki na przyszłość - zawsze lepiej uczyć się na błędach cudzych niż swoich. Moim zdaniem w książce jest trochę mało miejsca poświęconego ludziom spotkanym po drodze, ale do podobnej konkluzji doszedł również autor przeglądając swoje notatki z podróży, więc miejmy nadzieję, że jeżeli Łukasz zdecyduje się na kolejną książkę ten aspekt będzie bardziej rozwinięty.

Pozycja ta do nabycia jest jedynie w formie elektronicznej poprzez stronę autora (klik) i co ciekawe jest to produkt bezcenny. Można ją otrzymać za dowolną dotację, która zostanie przeznaczona na kolejne podróże Łukasza. Ja ze swojej strony mogę tylko zachęcić do kupna i życzyć miłej lektury.


piątek, 15 listopada 2013

The North Face Resolve Jacket


Czas szybko leci, myślałem, że tą kurtkę mam niewiele ponad rok, a okazało się, że minęły już dwa lata, więc najwyższy czas skrobnąć jakaś recenzję. Dzień zakupu pamiętam jak dziś, wybrałem się wtedy do galerii na obiad, a jako że po nim miałem trochę wolnego, przeszedłem się do kilku sklepów „górskich”, żeby popatrzyć na sprzęt. Rozglądałem się trochę za nową kurtką przeciwdeszczową, ponieważ po nieudanej przygodzie z Milo Evin, miałem tylko wysłużoną kurtkę krakowskiego Akland-u, której Bretex-owa membrana, delikatnie mówiąc najlepsze lata miała już za sobą. Kurtka Resolve Jacket od razu jak wpadła mi w oko, po sprawdzeniu cenny, (która była kusząca) i szybkiej przymiarce zaakceptowałem minusy w jej budowie, no i markę producenta, która nie odłącznie kojarzy mi się z miejskim lansem.



Zakres użytkowania

Od momentu zakupu kurtka towarzyszy mi w górach przez cały rok. Od jesieni do wiosny zwykle noszę ją na sobie, przede wszystkim jako ochronę przed wiatrem, a rzadziej przed deszczem lub śniegiem. W lecie zwykle ląduje na dnie plecaka i wyciągam ją tylko sporadycznie w awaryjnych sytuacjach lub podczas dłuższych postoi w wietrzne dni. Dodatkowo ubieram ją po mieście w czasie brzydkiej pogody.


czwartek, 24 października 2013

Three Rock i ...

Dni uciekają jeden za drugim i nawet nie zauważyłem jak przyszła jesień, dopiero niedawno podczas spaceru w parku poczułem ten charakterystyczny zapach jesiennej wilgoci, który był jak zew wzywający mnie na szlak. Uwielbiam tą porę roku, gdy jest już chłodniej, a szlaki i schroniska są prawie bezludne. 

Długo myślałem nad tym gdzie się wybrać, obmyśliłem ciekawą trasę, która miała zacząć się od wyjścia na Three Rock, a potem zapuścić się dalej w "dzikie" góry, niestety pogoda pokrzyżowała mi plany. Po zdobyciu szczytu nadeszły nieprzyjemnie chmury, z których zaczął padać deszcz - a jak wychodziłem z domu było pięknie, ehh ta irlandzka pogoda - i zmusiły mnie do powrotu. Te 2h 15 min, które spędziłem na dzisiejszym spacerze jedynie na chwilę przytłumi we mnie uporczywe pragnienie wyrwania się w góry. 


 



sobota, 21 września 2013

Jak pakować plecak

Trafiłem dziś na świetny artykuł o pakowaniu plecak. Wszystko jest jasno i przystępnie wyjaśnione, dowiedziałem się z niego kilku ciekawych informacji, które pewnie następnym razem wykorzystam. Zapraszam do lektury, wiedzy nigdy za wiele:


A na koniec jeszcze zdjęcię jak wyglądał mój plecak podczas pierwszego samodzielnego wypadu w Tatry w wieku 18 lat:

PS.

Tak sobie liczę i wychodzi, że to setny post - uzbierało się tego trochę.... :)

piątek, 6 września 2013

Three Rock i Two Rock

Od pierwszego dnia przyjazdu do Irlandii za oknem mam poniższy widok na Three Rock (444 m n.p.m), od którego nie mogę się uwolnić w żadnej części mieszkania.



Również od pierwszego dnia wiedziałem, że muszę wyjść na tą górę i ta myśl cały czas nie dawała mi spokoju. Korzystając więc z wolnej chwili i pięknej słonecznej pogody, ruszamy z żoną w Góry Dublińskie. Na mapach google wyznaczyliśmy sobie trasę prowadzącą prawie cały czas asfaltem, co ułatwiało nawigację, niestety dość szybko wśród domków jednorodzinnych gubimy się i zaczynamy kierować po prostu w stronę góry. Wychodzi nam to na dobre, bo udaje nam się znaleźć polną ścieżkę, którą w łagodny sposób zyskujemy wysokość. Za naszymi plecami rozciąga się panorama Dublina. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Bray Head

Znowu piszę, z czego niezmiernie się cieszę zresztą. Szybciej niż myślałem korzystając z ładnej pogody wybraliśmy się na Bray Head, niewielkie wzniesienie (241m) leżące pomiędzy Bray a Greystones. Wyszliśmy z parkingu samochodowego w Bray, by po krótkim i miejscami dosyć stromym podejściu stanąć pod krzyżem na szczycie, skąd roztaczała się przepiękna panorama.





piątek, 9 sierpnia 2013

Przerwa

Niestety muszę ogłosić przerwę w pisaniu bloga, wiąże się to z zawieszeniem działalności górskiej o czym nieśmiało wspominał już na początku roku. Wtedy jednak była to tylko jedna możliwość z wielu, a teraz jest już konkret - jedziemy z żoną do Irlandii. Na jak długo? -zapytacie, szczerze powiedziawszy nie wiemy, planujemy pół roku, a ile z tego wyjdzie, to zobaczymy. Z tego powodu nie wiem kiedy znajdę czas na góry, chociaż będziemy mieszkać u podnóża Wicklow. Obiecuje, że zacznę ponownie pisać zaraz po pierwszym górskim wypadzie:)


niedziela, 28 lipca 2013

Jeziorka Duszatyńskie

O Jeziorkach Duszatyńskich myślałem już od dawna i wreszcie w tym roku udało mi się tam wybrać z żoną. Trasę zaczęliśmy z Komańczy koło 10 rano, kierując się znakami czerwonymi. Po kilkuset metrach asfaltu zeszliśmy wreszcie w las. Po pokonaniu leśnego odcinka, który wiódł najpierw stromo w górę, a później łagodnie w dół dotarliśmy do Prełuki, niewielkiej wioski leżącej nad rzeką Osławą. Dalej szliśmy asfaltową drogą nad brzegiem tej rzeki aż do Duszatyna. W samej wiosce ku naszemu zaskoczeniu zobaczyliśmy spory parking, jak się okazuje od niedawna można dojechać tu zwykłym samochodem (nie od strony Komańczy, tylko jakoś inaczej), bo droga została naprawiona. Jest to niezwykle korzystne rozwiązanie, bo oszczędza się ok 1,5h godziny bezsensownego chodzenia nieciekawym szlakiem w każdą stronę.

Z Duszatyna szlak prowadzi początkowo szeroką leśną drogą (była akurat zwózka drewna, więc ruch był spory), a później ścieżką przez las, przekraczającą kilkakrotnie potoki i kończącą się ostrym podejściem do samych Jeziorek Duszatyńskich. Jeziorka te powstały w skutek oderwania fragmentu zbocza pobliskiej Chryszczatej w 1907 roku i od samego początku wabią turystów swym niezaprzeczalnym urokiem i nietypową jak na polskie warunki genezą.

piątek, 26 lipca 2013

Ferrata Tonisteig

Na ostatni dzień tegorocznego wyjazdu planowaliśmy dwie ferraty Leadership i Mein Land - Dein Land, obie położone w masywie Predigtsthul. Niestety po dojechaniu do Bad Goisern okazało się, że odbywa się rajd rowerowy i jest masa ludzi, pozamykane drogi itp. W tej sytuacji decydujemy się na powrót na camping, spakowanie i zrobienie jeszcze jakieś ferraty po drodze do Polski. Podczas wertowania przewodnika na szybko nasz wybór pada na ferratę Tonisteig. 


Do parkingu w Worschach dojeżdżamy z pewnymi trudnościami koło 12, więc niezwłocznie ruszamy na szlak. Autor przewodnika proponuje żeby pokonać tą ferratę poprzez wyjście łatwiejsza stroną, a zejście przez trudny odcinek na co też się decydujemy. Podejście jest dosyć monotonne, głownie przez las i miejscami dość strome, gdy więc stajemy przy pierwszych linach, cali uradowani ubieramy sprzęt.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Panorama Klettersteig "Sisi"

Po przeżyciach związanych z ferratą Postalmklamm, drugiego dnia zdecydowaliśmy się przejść klettersteig Panorama"Sisi". Jest to niezwykle widokowa droga w masywie Loser wyceniana na mocne D. Po dojechaniu na parking (znów płatna droga - 15euro/samochód), ruszamy ostro do góry mijając ogromne konstrukcje przeciwlawinowe. Na nasze szczęście kilka osób idzie przed nami, bo ten fragment podejścia jest słabo oznakowany. Idziemy stromą piarżystą ścieżką, która doprowadza nas pod ścianę. 



czwartek, 18 lipca 2013

Postalmklamm Klettersteig

Pierwszy dzień naszego tegorocznego wyjazdu to ferrata Postalmklamm. Ruszamy z kempingu kierując się na polanę Postalm, szybko dojeżdżamy do płatnego odcinka drogi (5 euro za osobę) i mijamy miejsce gdzie według naszego przewodnika powinniśmy zostawić samochód. Może coś się zmieniło od czasu, gdy autor przechodził tą ferratę, ponieważ parking znajduje się teraz kilka zakrętów wyżej co znacznie skraca czas dojścia do początku ferraty.


Z parkingu do ferraty wiedzie leśna ścieżka, która miejscami zbliża się do przepaści. Idziemy szybkim tempem nie zważając na lekki deszczyk, po drodze mijamy tablice upamiętniającą dwudziestosiedmiolatka, który parę lat temu zginą w tym miejscu. Po chwili dochodzimy do Mostu "Westchnień" - chyba najdłuższego wiszącego mostu, który pokonałem w swojej dotychczasowej karierze, a na pewno najbardziej niestabilnego. Co prawda dwa odciągi w środku stabilizują konstrukcję, bez nich zabawa byłaby jeszcze lepsza, bo boczne wahania mostu dochodziłyby chyba do jednego metra w każdą stronę.

wtorek, 16 lipca 2013

Tegoroczny wyjazd na ferraty

Dawno nic nie pisałem, ale ostatnie tygodnie były bardzo szybkie i nie miałem czasu praktycznie na nic, na szczęście ten okres mam już za sobą i wreszcie jestem na urlopie. Na jego początek udało nam się wyskoczyć na krótki, właściwie weekendowy wyjazd ferratowy do Austrii. Byliśmy w rejonie Bad Ishl, który dla nas był całkiem nowy, okazał się ładny pod względem widokowym, ale niestety jako że to turystyczny region nie udało nam się znaleźć w nim ciszy i spokoju.


Po przyjeździe okazało się, że z powodu air show odbywającego się w weekend na kempingu na którym planowaliśmy się zatrzymać nie ma już wolnych miejsc, więc musieliśmy szukać dalej. Na szczęście w rejonie jest sporo pól namiotowych i trafiliśmy na takie położone blisko słynego jeziora Wolfgangsee. Był to zdecydowanie najmniej przyjemny camping na którym spałem (nie licząc polskich), ponieważ przez jego środek przebiegała niezbyt ruchliwa droga, ale przejeżdżające w nocy blisko namiotu samochody powodowały niemiłe uczucie. Innym minusem był płatny prysznic oraz duży ruch samolotów i helikopterów związany z air show. Ludziom ceniącym cisze i spokój nie polecam tego rejonu. Za to na plus można zaliczyć piękne widoki i ciepłą wodę w jeziorze. To tyle jako wstęp, o samych ferratach napiszę wkrótce.


niedziela, 16 czerwca 2013

Test koszulki Stoor Optimal

Tak jak pisałem ponad rok temu, dzięki uprzejmości administracji portalu ngt.pl i firmie Stoor dostałem do testów koszulkę Stoor Optimal. Wrażenia z jej użytkowania zawarte zostały w recenzji którą można znaleźć w tym miejscu. Zapraszam do przeczytania. 

poniedziałek, 27 maja 2013

Gorce part 2

Drugiego dnia po szybkim śniadaniu wyruszamy ze Studzionek, w stronę Runka i Lubania. Po drodze podziwiamy piękny widok na Tatry. Początkowo szlak prowadzi przez zabudowania przysiółka, by po chwili znów wprowadzić nas do lasu. Szybko osiągamy Kotelnice, a później Runek i po dłuższym, stosunkowo płaskim odcinku dochodzimy do słynnego podejścia na Lubań. Przed nami 500m odcinek, na którym mamy do pokonania prawie 200m przewyższenia. 

Podejście pod Lubań. Niestety aparat je wypłaszczył

środa, 22 maja 2013

Gorce part 1

O przejściu części Głównego Szlaku Beskidzkiego z Rabki Zdrój do Krościenka nad Dunajcem, myślałem już od dawna. W jesieni byłem bliski wyjazdu, ale niestety się nie udało, wreszcie w połowie maja stwierdziliśmy, że czas zmierzyć się z czerwonym szlakiem na tym odcinku. 
 
Wyjeżdżamy z Krakowa z małym poślizgiem, koło 9 i o 10:45 jesteśmy w Rabce, pod tabliczką informującą, że na Turbacz jest 6h.  Podążamy żywo za znakami czerwonymi, początkowo przez miasto, a później wśród pól i łąk. Pierwsze ciężkie podejście napotykamy koło wyciągu narciarskiego niedaleko schroniska na Maciejowej. 




poniedziałek, 13 maja 2013

Via ferrata w Tatrach?

Parę dni temu podczas rutynowej "prasówki" w necie trafiłem na ten oto artykuł. Niestety nie wiem na ile ta informacja jest wiarygodna, ale zaciekawił mnie ten pomysł. Via ferraty powstają obecnie w wielu miejscach i nie ukrywajmy, że Tatry pod tym względem marnują swój potencjał. Podczas naszego pierwszego wyjazdu w Dolomity, wymyśliliśmy kilka łatwych dróg wspinaczkowych w Polskich Tatrach, które spokojnie można by było zmienić w ferraty, nie raz też pojawiały się głosy (szczególnie po głośnych wypadkach) żeby Orlą Perć przerobić na żelazną drogę.


Z drugiej strony patrząc obiektywnie na to co się dzieje po polskiej stronie może lepiej jakby taka droga powstała u Słowaków, ponieważ ich góry są większe i mniej zadeptane, a przy tym za akcje Horskiej Służby, należy zapłacić co pewnie odstraszy niektórych. Generalnie rzecz biorąc jestem jak najbardziej za, bo perspektywa możliwości zmierzenia się z via ferratami (pisze w liczbie mnogiej, bo pewnie szybko powstałyby kolejne) kilkaset kilometrów od domu brzmi fantastycznie.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Dolina Chochołowska

Obiecałem Żonie, że zabiorę ją na krokusy w tym roku, a gdzie można spotkać ich więcej niż w Dolinie Chochołowskiej? Ponad to skorzystałem z okazji, żeby odwiedzić ten rejon Tatr, bo wstyd się przyznać, ale nigdy tam jeszcze nie byłem. Cały wyjazd to była typowo emerycka wycieczka, z Siwej Polany do Polany Chochołowskiej, którą odbyliśmy w piękny i pogodny dzień otoczeni tłumami ludzi.




środa, 17 kwietnia 2013

Leskowiec

Miewałem ostatnio już nawet chwile zwątpienia, ale jednak wiosna w końcu przyszła. W ciepłe i słoneczne dni człowiek ma większą ochotę do życia i pali się do wyjazdu w góry. My na rozpoczęcie sezonu wybraliśmy Leskowiec, jest to szczyt położony we wschodniej części Beskidu Małego, o wysokości 922m, z którego w pogodny dzień roztacza się piękna panorama.  Zastanawiałem się długo, który szlak wybrać i ostatecznie mój wybór padł nie na szlak, tylko na dosyć stromą ścieżkę z Targoszowa, która łączy się Małym Szlakiem Beskidzkim, 30 min przed szczytem.

Babia Góra.
Z małymi komplikacjami dotarliśmy do Targowszowa, koło 11 i szybko ruszaliśmy do góry. Pogoda była piękna, a podejście jak wspominałem było dość strome i jak to zwykle w Beskidach bywa, prowadziło przez las. Mimo naszych obaw nie było wiele błota i dopiero kilkadziesiąt metrów poniżej grani leżał śnieg. Na szczycie okazało się, że mimo doskonałej pogody, przezroczystość powietrza jest niewielka i nie udało nam się dostrzec Tatr. Po krótkim postoju poszliśmy do schroniska na Groniu Jana Pawła II.


W schronisku zdecydowaliśmy się na dłuższy odpoczynek i posiłek. Ja zamówiłem sobie pierogi ruskie (nie najgorsze, ale sobie nie pojadłem), a Słoń zdecydował się na kwaśnice (był zadowolony, ale na Pilsku była podobno lepsza). Samo schronisko jest przyjemne, a obsługa miła. Po długiej przerwie podczas której delektowaliśmy się spokojem i słońcem, zeszliśmy do samochodu tą samą drogą, która podchodziliśmy.

Pierwsze tegoroczne krokusy.
Leskowiec jest niewątpliwie ciekawą propozycją na rekreacyjny spacer, mnogość szlaków jak i rozbudowana sieć połączeń busów sprawia, że w sezonie jest mocno oblegany przez turystów.

PS.
Uwaga na konie przy schronisku, mimo przyjaznego wyglądu potrafią ugryźć o czym przekonałem się na własnej skórze.

czwartek, 28 marca 2013

Milo Olin


Spodnie Milo Olin kupiłem jako uzupełnienie szafy outdoorowej cztery lata temu zimą 2009 roku, ponieważ potrzebowałem spodni przeciwdeszczowych, o luźnym wygodnym kroju, które przyzwoicie oddychają.  Mój wybór padł na Milo Olin z uwagi na cenę i dobrą dostępność.  Nabyłem starszy model bez szelek w rozmiarze L.


Budowa
Spodnie mają dosyć luźny krój, który nie krepuje ruchów, dwie kieszenie boczne zapinane na zamek, które gdy są otwarte pełnią funkcje wywietrzników. Na dole nogawki umieszczony jest krótki zamek kryty patką, niestety jego długości nie pozwala założyć spodni, gdy ma się buty na nogach. Rozmiar L który na mnie pasuje pod względem długości  (mam 183 cm wzrostu i dość szczupłą budowę ciała – przynajmniej taką miałem w momencie zakupu),  jest zbyt obszerny w pasie, a spodnie w rozmiarze M były nieco za krótkie.  Ostatecznie zdecydowałem się na L-ki , ale przez to spodnie lecą mi z tyłka, gdy w kieszeniach mam coś cięższego niż chusteczki, a producent nie przewidział żadnej regulacji w pasie ani szlufek na pasek.

Wodoodporność 
Wodoodporności nigdy nie dane mi było pożądanie przetestować. Przez cztery lata użytkowania nigdy nie złapała mnie jakaś potężna zlewa, a wszystkie lekkie mżawki i kontakt ze śniegiem spodnie przeszły bez szwanku. 

Oddychalność
Używałem tych spodni w różnym zakresie temperatur i przy różniej wilgotności. Tylko raz zapociłem się w nich pożądanie – w wąwozie, w którym była duża wilgotność powietrza i temperatura koło 20 stopni.  W pozostałych przypadkach wystarczyło rozpiąć kieszenie i dolne zamki, by poprawić cyrkulacje powietrza i można było się dalej cieszyć marszem w optymalnych warunkach.

Wiatroodporność
Spodnie nie puszczają wiatru, nawet w zimowych warunkach.

Użytkowanie
Tak jak wspominałem wcześniej spodnie używam już cztery lata.  Zaczęło się podczas wyjazdu na narty zaraz po kupnie - szybko zastąpiły one moje dotychczasowe spodnie narciarskie.  Później było wiele wyjazdów górskich podczas których były podstawowymi spodniami.  Jestem z nich na tyle zadowolony,  że zakładam je nie tylko podczas deszczu, ale zawsze jak gdzieś jadę. W zimie do -10 stopni zwykle używałem ich bez niczego pod spodem i nie było mi w nich zimno (wysoce subiektywne odczucie),  kiedyś nawet jeździłem w nich na nartach przy temperaturze około -15 ale to już była przesada. Jeżeli chodzi o plusowe temperatury to 15 stopni jest już max komfortu, przy wyższej temperaturze niewielki wysiłek skutkuje zapoceniem, ale z drugiej strony to jest właściwie temperatura na rybaczki, a nie długie spodnie.

Wytrzymałość
Wygląd zewnętrzny spodni po tylu latach użytkowania jest dobry. Nie ma żadnych przetarć i poważniejszych uszkodzeń materiału, a wszystkie zamki i zatrzaski działają (w jednym suwaku przy nogawce po około roku odpadł ten element za który się trzyma). Niestety w środku nie jest już tak różowo, po mniej więcej dwóch latach intensywnego użytkowania zauważyłem pierwsze uszkodzenia membrany na kolanach i na tyłku, po trzech latach w tych miejscach nie było już właściwie membrany.

Podsumowanie
Ze spodni jestem bardzo zadowolony, a swoją uniwersalnością podbiły moje serce. Teraz powoli zaczynają się kończyć i spodziewam się, że ten rok użytkowania będzie dla nich ostatni.  Z chęcią kupiłbym je jeszcze raz, ale z tego co się orientuje są już niedostępne w sklepach (przynajmniej w rozmiarze L). Przy następnym zakupie spodni na pewno  rozważę  Milo Oli Pro, chociaż nie do końca przekonany jestem do szelek.

Plusy:
-dobra wiatro- i wodoodporność,
-uniwersalność,
-lekkość.
Minusy:
-za krótkie zamki na nogawkach,
-brak regulacji w pasie.

  

niedziela, 24 marca 2013

Błędne Skały

Po zejściu ze Szczelinca Wielkiego zdecydowaliśmy się od razu pojechać na Błędne Skały. Jest to magiczny labirynt, utworzony z form skalnych o wysokości od 6 do 11 metrów, którym ostateczny kształt nadała erozja. Zostawiliśmy samochód na parkingu dolnym (wyjazd na górny był zamknięty) i ruszyliśmy drogą dojazdową w stronę skał. Tą opcje wskazali nam ludzie, którzy właśnie schodzili (zresztą i tak nie zauważyliśmy szlaku znakowanego symbolem liścia). Podejście było długie i źle oznakowane, najlepszym tego przykładem było skrzyżowanie kilku dróg przy którym stała mapa, niestety kolory znakowania w terenie różniły się od tego na mapie... Idąc właściwie w ciemno udało nam się dojść w końcu do celu.

Sam labirynt jest bez wątpienia ciekawy i warty odwiedzenia. W odróżnieniu od Szczelińca skałki są tu mniejsze, ale przejścia węższe, w kilku miejsca musieliśmy się dosłownie przeciskać. Chodzenie z plecakiem na plechach często było wprost niewykonalne.  Niestety musieliśmy zawrócić gdzieś w połowie, ponieważ byliśmy już zmęczeni, przemoknięci i całkowicie straciliśmy zaufanie do oznakowania, a zbliżał się powoli zmrok. Do parkingu wróciliśmy tą samą trasą, którą podchodziliśmy. Mocno zmęczeni, ale szczęśliwi zakończyliśmy intensywny dzień. To już prawie koniec naszej wizyty w Kotlinie Kłodzkiej, ostatniego dnia przed wyjazdem zrobiliśmy sobie tylko spacer po Kłodzku i zwiedziliśmy twierdzę.





niedziela, 17 marca 2013

Szczeliniec Wielki

W następny dzień po wizycie w Riese, mimo że pogoda nas nie rozpieszczała wybraliśmy się na Szczeliniec Wielki.  Jest to najwyższy szczyt Gór Stołowych i  jedna z najbardziej charakterystycznych atrakcji Sudetów. W masywie Szczelinca erozja spowodował powstanie licznych ciekawych form skalnych przypominających zwierzęta, jak również głębokich wąwozów i korytarzy.

W sennym i prawie wymarłym Karłowie zostawiamy samochód i ruszamy w stronę schodów na szczyt. Przed wejściem wita nas tabliczka „Szlak zamknięty. Wchodzisz na własne ryzyko”, my niezrażeni tym kontynuujemy marsz. Podejście nie należy do przyjemnych – schody są pokryte śniegiem i zalodzone, więc przy każdym kroku przytrzymujemy się barierki, uważamy żeby nie upaść. Po dłuższej chwili wreszcie ukazują się nam pierwsze duże skały, więc wyciągamy aparat i zaczynam pstrykać zdjęcia.


wtorek, 12 marca 2013

Podziemne Miasto Głuszyca - Kompleks Osówka

W ostatnim czasie zainteresowałem się tematyką Riese i stwierdziłem, że warto by było zobaczyć te miejsca o których dotychczas tylko czytałem, a przy okazji choć trochę poznać Sudety. Akurat tak się złożyło, że drugi marcowy weekend miałem cały wolny (rzadka sytuacja), więc zdecydowaliśmy się z żoną na wyjazd.

Riese, czyli po polsku Olbrzym jest największym projektem górniczo-budowlanym, realizowanym przez III Rzeszę. Prace rozpoczęto w listopadzie 1943r., a porzucono w 1945r. Początkowo na budowie pracowali robotnicy przymusowi, którzy jednak szybko zostali zastąpieni przez więźniów obozu Gross-Rosen. Kompleks był budowany według najbardziej zaawansowanej ówczesnej technologi. Niemcy porzucili Riese, gdy Armia Czerwona zbliżyła się do Gór Sowich, wcześniej wysadzając lub maskując wejścia do części kompleksu. Po dziś dzień nie znamy przeznaczenia obiektów, co spowodowało wiele spekulacji na ten temat. Niektórzy twierdzą, że miała to być podziemna kwatera Hitlera czy kompleks fabryk, ale spotkałem się z również z bardziej fantastycznymi teoriami, jakoby Niemcy pracowali tu nad tajną bronią, chcieli wyprodukować nadczłowieka, bądź szukali UFO, które rozbiło się w tym miejscu przed wiekami. Inni sugerują, że w Górach Sowich ukryto złoto ewakuowane z Wrocławia albo że po dziś dzień pod górami istnieje podziemne miasto, w którym hodowana jest rasa panów, która czeka na odpowiedni moment, by przejąć władzę nad Światem. Obojętnie jak brzmią niektóre teorie, większość z nich jest zgodna w jednej kwestii, że w górach nadal są niemieccy strażnicy, którzy pilnują obiektów i usuwają tych, którzy zadają za dużo pytań. 

sobota, 23 lutego 2013

Gęsia Szyja

Są takie miejsca w górach, w które lubię wracać co jakiś czas i właśnie jednym z nich jest Gęsia Szyja. Tym razem wybrałem się tam z żoną, zostawiliśmy auto na parkingu na Wierchporońcu (15zł/cały dzień) i ruszyliśmy zielonym szlakiem na Rusinową Polanę. Spotkałem się kilkakrotnie z opinią, że z tego miejsca roztacza się najpiękniejszy widok w całych Tatrach. Nam niestety nie było dane podziwiać go w pełni z powodu zachmurzenia.


Po krótkim popasie, zaczęliśmy podchodzić pod Gęsią Szyje. Pierwszy stromy odcinek, to była droga przez mękę - nie mieliśmy raków przez co ślizgaliśmy się co krok. Później było na szczęście bardziej płasko i nawet zaczęło świecić słońce (prawie już zapomniałem jak ono wygląda:) ). Na wierzchołku zrobiliśmy kilka zdjęć, wypiliśmy kilka łyków herbaty i zaczęliśmy schodzić. Droga w dół była o wiele przyjemniejsza i zawierała kilka długich dupozjazdów. 





Na Rusinowej Polanie mieliśmy odbić jeszcze do Sankuarium Matki Boskiej na Wiktorówkach, które jest bardzo urokliwym miejscem, ale byliśmy przemoczeni i zziębnięci, więc pomaszerowaliśmy bezpośrednio do samochodu.

Trasa która przeszliśmy nie jest zbyt wymagająca i warto się na nią wybrać przede wszystkim dla pięknych widoków, nam zajęła około 3,5h.

środa, 30 stycznia 2013

Trasa narciarska wokół Mogielicy

Dziś relacja trochę inna, bo nie mojego autorstwa, lecz napisana przez Miśka, który razem ze mną w ostatnią sobotę pojechał pobiegać na nartach koło Mogielicy. Zatem zapraszam do lektury:
 
Pierwszy raz w tym sezonie zimowym zdecydowaliśmy się na wypad na biegówki. Zaproponowałem Qho trasę, którą ostatnio przyuważyłem, schodząc szlakiem z Mogielicy. Nie wiedziałem o niej nic, więc poszperałem trochę w necie i udało mi się znaleźć opis tej trasy, sporządzony przez jej autora, jak się później okazało niezbyt precyzyjny. Opis zawierał kilka informacji na temat trasy, między innymi że jest łatwa i przyjemna oraz proponował najlepszy punkt startowy, tj. z parkingu w Zalesiu na os. Wyrębiska. Zachęceni opisem i załączoną dokumentacją fotograficzną zdecydowaliśmy się podjąć wyzwanie. Plan zakładał „zrobienie” ok. 23 kilometrowej pętli wyznaczonej trasy narciarskiej i powrocie ścieżką na parking na os. Wyrębiska. (trasa ma około 23 km, a żeby dopiąć pętle musimy przejść jeszcze ok 2km -Qho). 

czwartek, 24 stycznia 2013

Ferraty Alp Austriackich tom II

Do naszej kolekcji przewodników dołączył drugi tom książki "Ferraty Alp Austriackich". Pozycja ta zawiera opis 207 dróg. Szata graficzna i sposób przedstawienia informacji jest taki sam jak w tomie pierwszym. Inna jest natomiast charakterystyka samych ferrat. Te drogi maja bardziej wysokogórski charakter, przez co bardziej przypominaj szlaki w Dolomitach. Suma czasów podejść i zejść niejednokrotnie przekracza czas samej via ferraty (jeżeli nie ma akurat kolejki w pobliżu).  



To tyle wrażeń z lektury tego przewodnika, w którym udało mi się znaleźć kilka naprawdę ciekawych dróg, które z przyjemnością bym sprawdził. Szkoda, że aktualnie mamy zimę... Chociaż z drugiej strony autor opisuje zimową ferratę Arlberger Winterklettersteig, która kończy się długim zjazdem na nartach, ale o niej będę myślał jak się rozwinę narciarsko.



czwartek, 17 stycznia 2013

Kamiennik

Początek miesiąca to była tylko praca, ale wreszcie udało mi się znaleźć chwilę by wyrwać się z domu. Jako, że w wyższych partiach gór warunki są raczej trudne, więc zdecydowaliśmy się wybrać na Kamiennik. Jest to niewysoki masyw o dwóch wierzchołkach, łączący się z pasmem Łysicy. The first days of this month were filled only by work, but finally I was able to find a moment to get out of my house. Unfortunately weather conditions in higher mountains are difficult, so we  decided to go on Kamiennik. It is not a high massif. It has two summits and it is connected with Lysica range.
Po krótkiej jeździe dotarliśmy do Poręby, gdzie przy kościele, zostawiliśmy samochód. Stamtąd
poszliśmy trasą zaznaczoną na mapce poniżej. Drogą początkowo asfaltową, zmieniła się później w gruntową i wyprowadziła nas na  Przełęcz Sucha. Podejście było łagodne i przyjemne. 
After a short driving we reached Poreba, where we left our car, near to the church. We decided walked along a route which is marked on the map below. Firstly the route was asphalted, but later it changed into drit road. This route led us to Przelecz Sucha. The approach was nice and not absorbing.

Szybko zjedliśmy śniadanie na przełęczy i ruszyliśmy szlakiem zielonym na szczyty. Po 40min zdobyliśmy Kamiennik Południowy (827 m n.p.m), a po około 15min  stanęliśmy na niższym Kamienniku Północnym (785 m n.p.m). Jako ciekawostkę należ dodać, że nieopodal szlaku zielonego można spotkać kilka niewielkich jaskiń. We ate breakfast fast and we started to walk the green trail on tops. After 40 minutes we got to the Kamiennik Poludniowy (827 m. a.s.l) and after next 15 minutes we stood on the Kamiennik Polnocny (785 m. a.s.l). I would like to add as curiosity that near the green trail we can find some small caves.
Szczyt Kamiennika Południowego/ The top of the Kamiennik Południowy
Dalej szliśmy już tylko w dół i szybko dotarliśmy do samochodu. Cała bardzo przyjemna wycieczka zajęła nam nieco ponad 3h.

P.S
Wersja angielska została napisana tylko dla treningu. Za wszystkie błędy przepraszam.
Later on we were walking only down and we got to our car very fast. It was a very nice trip which took us a bit more than 3 hours.

P.S
The English version was made only for trening. I'm sorry for all mistakes.

środa, 9 stycznia 2013

BlogRoku 2012

Zgłosiłem mojego bloga do konkursu na BlogRoku2012. Tak po prostu, dla zabawy, ale gdy rozpocznie się głosowanie będę wdzięczny za każdy głos:) A tutaj link do strony konkursowej Klik.

wtorek, 1 stycznia 2013

O przeszłości i przyszłości słów kilka

Mamy już za sobą 2012 rok, wiec najwyższy czas na podsumowanie. W moim życiu osobistym był to rok w którym radosne momenty przeplatały się z tymi smutnymi cały czas. Niestety tych drugich było więcej i nie pozwoliły w pełni cieszyć się chwilami radości, takimi jak np. nasz ślub.
Klusia zastanawia się czy uciec czy zostać.

Od strony górskiej natomiast muszę stwierdzić, że był to nadzwyczaj udany okres. Udało mi się zrealizować swój cel i przynajmniej raz w każdym miesiącu byłem w górach. Ponadto wreszcie zaliczyliśmy Ferratę Constantini, o której myśleliśmy od paru lat i sprawdziliśmy jak do tematu żelaznych dróg podchodzą Austriacy. Postawiłem pierwsze kroki na ski-turach, co mi się spodobało. Nie udało mi się tylko wybrać na El Camino del Rey, ale przecież nie można mieć wszystkiego. 


Dość o przeszłości teraz o przyszłości, rok 2013 zapowiada się ciężko. Mam/y trochę planów, których realizacja w drugiej połowie roku przewróci pewnie całe moje/nasze życie do góry nogami, prawdopodobnie na jakiś czas będę musiał zrezygnować z aktywności górskiej. Liczę jednak, że może rzutem na taśmę uda się jeszcze pojechać na  ferraty, ale jak to wszystko wyjdzie w praktyce to życie pokaże. Dawno już nowy rok nie przynosił mi tyle nadziei, niepewności i wątpliwości, więc trzymajcie za mnie kciuki :).