czwartek, 23 sierpnia 2012

Dzień odpoczynku.

Po przejściu ferraty Constantini postanowiliśmy zrobić sobie dzień odpoczynku, by zregenerować siły. Czas wolny przeznaczyliśmy na przenosiny z Forno di Zoldo do Canazei i spacery po obu miejscowościach.

Forno di Zoldo

Forno di Zoldo

Forno di Zoldo -ciekawie stylizowany domek.

Forno di Zoldo -biblioteka na świeżym powietrzu.
W Canazei zaskoczyła nas liczba turystów, których było więcej niż przed rokiem. Przede wszystkim byli to emeryci. Szczerze powiedziawszy nie widziałem nigdy w Polsce tylu starszych ludzi w jednym miejscu poza szpitalem.

Canazei

Canazei

Canazei

wtorek, 21 sierpnia 2012

Via Ferrata Gianni Constantini


Po noclegu w Forno di Zoldo z małym opóźnieniem (brama kempingu otwierana dopiero o 7:30) wyruszamy na Passo Duran. Droga jest kręta i tak wąska, że dwa osobowe auta mają problem z minięciem się, ale po 30 min jazdy docieramy na przełęcz. 

Właśnie na Passo Duran rozpoczyna się podejście pod Super-ferratę Constantini, uważaną za najtrudniejszą i najpełniejszą ferratę we Włoszech. W tym roku wreszcie postanowiliśmy się z nią zmierzyć. Pierwsze 50 min to podejście, początek jest stromy, ale po chwili dochodzimy do wygodnej drogi prowadzącej do schroniska Carestiato, dalej idziemy ścieżką przez las pod samą ścianę. Niestety pogoda nie jest najlepsza - górna część masywu tonie w chmurach.

Nasi poprzednicy na ścianie.

Pierwsze metry ferraty to trawers nad przepaścią, według opisu jest to jeden z kluczowych momentów, my pokonujemy go bez większych problemów. Później opis w naszym przewodniku bredził coś o krótkim wiszącym mostku - nie ma tam nic takiego. 


Po minięciu pierwszych trudności idziemy połogimi płytkami.


Na wyokości mniej więcej 2100 m dochodzimy do żołtego uskoku. Według mnie jest to najtrudniejszy technicznie moment całej ferraty, ten 10 metrowy trawers sprawia mi niewielkie trudności. Nastepnę metry rownież są trudne, ale idzie się nam zdecydowanie łatwiej. W gęstej mgle sprawnie dochodzimy do wierzcholka Pala del Belia, a później szybko zdobywamy Cattedrale. Teraz według naszego opisu szlak powinien się rozdzielać. Jedna jego odnoga powina prowadzić na wierzchołek Moiazza Sud z którego podobno są piekne widoki (tylko wyjście na szczyt i zejście, my odrazu odrzucamy ten warian z uwagi, że widoczność nie przekracza 10m). Druga odnoga rozpoczyna zejście. 


Pokrzepieni myślą o zejściu ruszamy szybko dalej, niestety autor przewodnika nie był łaskaw wpomnieć o ok 2-3h odcinku pomiędzy Cattrdrale a miejscem prawdziwego odbicia na  Moiazza Sud. Dla niego może nie było to zbyt istotne, ale nam błądzncym we mgle taka informacja by sie przydała i pomogła uniknąć stresu, bo w moemncie wyjścia na Cresta delle Masenade nie musielibyśmy się zastanawiac czy przypadkiem nie pomylismy drogi i nie jesteśmy na Moiazza Sud (akurat w tym miejscu brakowało tabliczki z nazwą szczytu).

Z Cresta delle Masenade cały czas idziemy granią do przełęczy Masenade. Dalej po krótkim, ale nieprzyjemnym podejściu dochodzimy wreszcie do prawdziwego odbicia na Moiazza Sud i wreszcie zaczynam schodzić.

Przełęcz Masenade

Osobiście z całej ferraty najbardziej podobało mi się zejście, piękną półką Cengia Angelini, która położona jest nad 700m przepaścią.

Połka Cengia Angelini.
 

Po pokonaniu półki schodzimy do biwaku Ghedini, przy którym robimy dłuższą przerwę. Stąd dalej w dół olbrzymim żlebem, u podnóża którego wchodzimy na szlak powrotny do schroniska Carestiato, do którego dochodzimy już porządnie zmęczeni. Na szczęście postało już tylko około 30 min do passo Duran.

Biwak Ghedini

Farrata Constantini zajeła nam 8h 30 min, do tego należy doliczyć czas podejścia i zejścia co daje nam całkowity czas 11h 30min. Szczerze powiedziawszy ta ferrata nas rozczarowała, wszyscy spodziewaliśmy się trudności technicznych a poza 3 krótkimi odcinkami nie było wcale ciężko. To co sprawiło nam najwiekszą trudność to dlugość tej drogi, dodatkowo w kilku miejscach przepaście nad którymi przechodziliśmy mogą sparaliżować osoby nieobyte z wysokością (miejscami brak poręczówki mimo znacznej ekspozycji). Niestety co do podobno cudowych widoków nie mogę się odnieść - cały czas szliśmy we mgle. Moim subiektywnym zdaniem ferrata Cesare Piazzetta jest najtrudniejszą ferratą jaką do tej pory zrobiłem.


sobota, 18 sierpnia 2012

Wróciliśmy.

Udało się nam wrócić całym i zdrowym. Wyjazd należy zaliczyć do udanych, pogoda była ok -nie padało nigdy gdy byliśmy na szlaku, ale dwa razy szliśmy we mgle. Zrobiliśmy następujące ferraty:

Constantini,
Dei Finanzieri,
ciąg ferrat Cellonstollen +Weg ohne Grenzen (Senza Confini) +Steinbergweg,
OTK-Klettersteig,
Galitzenklamm.

Wkrótce postram się dokładnie wszystko opisać, a na razie muszę wreszcie się rozpakować:) 

 
Gdzieś na Constantini


piątek, 10 sierpnia 2012

Jedziemy na Ferraty.


Po wielu perypetiach, zmianach terminu wyjazdu wreszcie jutro rano wyjeżdżamy w Dolomity. Wyruszamy w składzie: Ja, Ojciec i Jendras, -w porównaniu z zeszłym rokiem zabraknie Słonia. Planujemy kilka ciekawych przejść (nazw tym razem nie podaj by nie zapeszyć), we Włoszech i jak wszystko pójdzie zgodnie z planem spróbujemy zrobić jeszcze coś w Austrii. Mam tylko nadzieję że pogoda okaże się dla nas łaskawa.  


środa, 1 sierpnia 2012

Nowy zakup.

Z uwagi, że tegoroczny wyjazd na ferraty zbliża się wilekimi krokami, zrobiłem mały przegląd swojej szafy i sprzętu, by ustalić czego mi brakuje. Jedną z takich potrzebnych rzeczy była koszulka termoaktywna. Dziś przy okazji zakupów w galerii udało mi się kupić Campus Kaden na promocji za 49zł.



Jest to koszulka z długimi rękawami, wykonana z materiału Vapor Dry, który ma utrzymywać odpowiednią temperaturę ciała, zarówno podczas wysiłku jak i w czasie przerw. Koszulka jest na mnie luźna, dla tego, że zdecydowałem się na XL. Wybór padł na ten rozmiar ponieważ, lubię jak góra bielizny jest dłuższa i dobrze zakrywa nerki, ponad to ostatnio preferuje bardziej luźny krój nawet kosztem zmniejszonej oddychaloności. Materiał bardzo przyjemny w dotyku, szwy oczywiście płaskie, całość sprawia bardzo pozytywne wrażenie.

Edit: Po ponad roku użytkowania koszulka się sprawdza. Noszę ją jako jedyną warstwę ubrania, ale równie często ląduje pod cienkim polarem. Dobrze odprowadza pot i szybko schnie. Niewielkie zmechacenie pojawiło się na plecach (to wina mojego plecaka który szybko mechaci wszystko), a poza tym nie ma żadnych śladów użytkowania. Materiał jest bardzo cienki i przewiewny więc koszulka doskonale sprawdza się wysokich temperaturach. Niestety dosyć szybko łapie nieprzyjemny zapach.