poniedziałek, 3 października 2011

Babia Góra

Babia Góra miejsce znane, w którym bywam, co kilkanaście miesięcy, ale zawszę lubię tam wracać i dotychczas miałem na tyle szczęścia, że nie trafiałem na tłumy turystów, aż do wczoraj...


Ale do początku, dziewczyna kolegi naciskała go od wiosny żeby pojechał z nią na Babią, a kolega naciskał mnie żebyśmy wybrali się z nimi (ja +moja narzeczona). I tak jakoś schodziło, schodziło, aż do wczoraj. Plan był prosty, jedziemy z Krakowa na Krowiarki, stamtąd  niebieskim w Stronę Markowych Szczawin a później Akademicką Percią na szczyt. 


Niestety po dojechaniu na Krowiarki ujrzeliśmy istny armagedon- wszędzie po parkowane samochody i tłumy ludzi. Zdecydowaliśmy się, więc wrócić do Zawoi i iść czarnym szlakiem.  Największą zaletą tej opcji było to, że praktycznie do samych Markowych byliśmy sami. Na Akademickiej Perci było już trochę ludzi, ale bez przesady, za to na szczycie były tłumy.


Do Markowych Szczawin schodziliśmy czerwonym (nigdy nie lubię schodzić tym samym szlakiem którym wychodziłem) a przy samochodzie zameldowaliśmy się po prawię 7 h od wyruszenia, (ahhh te kobiety:) ).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz