piątek, 5 sierpnia 2011

Wróciliśmy

Udało nam się wrócić, wczoraj późnym wieczorem, po 14h jazdy. Wyjazd był krótszy niż planowaliśmy o jeden dzień z powodu brzydkiej pogody -rano padało, a prognozy na resztę dnia nie wyglądały optymistycznie. Przeszliśmy cztery syte ferraty i ogólnie jesteśmy zadowoleni. Opisy dróg i zdjęcia z wyjazdu będą wkrótce.

Teraz jeszcze kilka słów o sprawach organizacyjnych. Mieszkaliśmy na kempingu Marmolada w Canazei, którego dużym plusem są dobre węzły sanitarne. Minus to fakt dużej popularności tego miejsca - czasem bywało głośno w nocy. Sama miejscowość typowo turystyczna, otoczona górami, droga do niej z Polski prowadzi przez przełęcz Pordoi o wysokości ponad 2000 m.

Sam dojazd z Polski zajął nam ok 13h (powrót przez korki we Włoszech i Austrii 14h), jechaliśmy zgodnie z przepisami ruchu drogowego, z krótkimi przerwami na zatankowanie. Z Krakowa kierowaliśmy się na Cieszyn, Wiedeń, Graz, potem trochę pobłądziliśmy, co wyszło na dobre bo jechaliśmy więcej autostradami, kierowaliśmy się na Klagenfurt, Willach, Lienz i w końcu Canazei. Gdy zostało ostanie 30 km do celu GPS powiedział, że będziemy jeszcze jechać godzinę, nie wzięliśmy tego na poważnie. Jak się później okazało miał rację -musieliśmy pokonać dwie wielkie przełęcze, z których zjazd i wyjazd zajmował sporo czasu. Szczególnie jak jechało się wyładowanym do granic możliwości Aveo, z silnikiem 1.2.

Nasz samochodzik mimo, że mały dał sobie spokojnie radę. Zapakowaliśmy się do niego w cztery osoby i udało nam się przejechać bezawaryjnie w obie strony. Jego największą wadą była nieduża moc co powodowało, że prędkość maksymalna, która udało nam się osiągnąć na autostradzie to 145km/h, z tym, że nawet przy niewielkich wzniesieniach ciężko było utrzymać 130km/h.

 Jedna z uliczek w Canazei.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz