niedziela, 5 czerwca 2011

Dlaczego nie lubię polskich Tatr.


Tak żeby odpocząć od Dolomitów, post będzie o naszych rodzimych górach. Kilka lat temu powiedziałem, że więcej w polskie Tatry nie pojadę. Złamałem to postanowienie 1 czerwca. Dziewczyna chciała zobaczyć „prawdziwe” góry. Na jeden dzień w dwie osoby trochę nie chciało mi się jechać z Krakowa na Słowacje, więc stwierdziłem, że przełęcz pod Chłopkiem będzie akurat w sam raz. Dodatkowym plusem jest to, że szlak ten jest mało uczęszczany, a chciałem się jej oświadczyć bez zbędnych widzów. Niestety pogoda zepsuła moje plany -złapała nas burza na drodze do Łysej Polany. Na szybko myślałem o jakiejś modyfikacji, stwierdziłem, że zatrzymamy się na Zazadniej i podejdziemy z tamtą na Rusinową Polanę. Trasa krótka ( naszym tempem 2h w dwie strony, łącznie z oświadczynami), widok z polany ładny –doskonała alternatywa na zła pogodę. Na miejscu okazało się jednak, że parking kosztuje 15zł za cały dzień i nie można kupić na krócej – cóż 7.50zł/h to trochę dużo jak na mój gust. Lekko mnie to poirytowało i skłoniło mnie do napisania tego posta. Więc oto główne powody, dla których nie lubię polskich Tatr:

-Górale – zawsze płaczą, że zły sezon, że mało dudków, nigdy nie widziałem żeby byli zadowoleni. Na każdym kroku starają się wyrwać z przyjezdnych jak najwięcej pieniędzy. Uważają ceprów za dojne krowy, które można doić aż padną, bo i tak przyjadą do nich następne. Kiedyś wracałem ze znajomymi późnym wieczorem drogą z Moka w stronę Palenicy, tak z kilometr za Włosienicą mijała nas ostatnia bryczka, z 3 osobami, góral zaproponował podwózkę, ale za pełną stawkę – wolał jechać pusty niż zarobić na nas mniej. Nigdy nie zrozumiem takiego sposobu myślenia. Albo inna historia.  Znajomy miał zarezerwowany domek na Sylwestra, rezerwacja oczywiście 3 miesiące wcześniej, zaliczka wpłacona, 3 dni przed Sylwestrem kolega odbierał wiadomość, że cena wzrosła i to czterokrotnie… Cóż w Krakowie można się bawić równie dobrze, co w Zakopanym, szczególnie za tą kwotę -sprawdzone. Oczywiście wiadomo, Zakopane to turystyczna miejscowość, ludzie muszą zarobić, ale bez przesady. Nad Bałtykiem czy na Mazurach też żyją z turystów, jest drogo, ale nie aż tak. Zresztą sezon w górach trwa prawie przez cały rok.

-Brak dobrej drogi dojazdowej. Każdy, kto jechał Zakopianką wie, o czym mówię. Ta droga już dawno powinna mieć 4 pasy, właściwie nie tylko ta, ogólna bolączka dróg w Polsce. Niestety próby rozbudowy odcinak Nowy Targ –Zakopane zostały zatrzymane przez protesty Górali. Cóż w takiej sytuacji zgadzam się z propozycjami, żeby nowa droga prowadziła do Łysej Polany. Na Słowacji i tak jest dużo przyjemniej.

-Stonka. Nie bronię nikomu prawa do wizyty w górach. Asfaltowa droga do Moka, czy kolejka na Kasprowy pozwala każdemu zobaczyć ich piękno z bliska. Ale jak już tam dotrą to niech zostaną a nie pchają się na szlaki, całkowicie nieprzygotowani. Faceci w klapkach (oczywiście w parze z biała skarpetą frotte), a laski w szpilkach albo japonkach. Piwko również nie jest najlepszym napojem w górach.

-Lans. Będąc w Dolomitach przeżyłem pewnego rodzaju szok. Na szlakach było pełno Włochów, Francuzów, Niemców, czyli nacji znacznie od nas bogatszych, a zwykle używali oni rzeczy marki Quechua. Za to Polaków można było z daleka rozpoznać po naszywkach TNF lub Salewa. Czyżby w ten sposób rekompensowali jakieś kompleksy? Podobnie jest w Tatrach, najlepszy sprzęt maja ci, którzy wybierają się tylko na atak na Północną Ścianę Krupówek. Kiedyś spotkałem tam gościa, który do plecaka miał przywiązaną linę, kask i raki -w sierpniu…

-Schroniska- tu właściwie pojawia się pytanie czy to, co jest w Tatrach to są jeszcze schroniska czy już hotele położone w górach? Wieczorne imprezy, brak możliwości wykupienia miejsca na podłodze w przypadku zapełnienia pokoi. Jak dla mnie coś jest nie tak…

-Są małe – te kilka dolin, które leżą po polskiej stronie granicy, to naprawdę nie wiele, szczególnie biorąc pod uwagę liczbę ludzi, którzy co roku tam przyjeżdżają.
                           
To główne powody, dla których unikam Tatr polskich. Są to góry niezaprzeczalnie piękne, ale ciężko w nich poczuć odpowiedni klimat, dlatego teraz zamierzam poznawać słowackie szlaki. I dobrze przynajmniej jednej malkontenckiej stonki mniej – pomyślał Czytelnik :)

1 komentarz: